Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 940 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Kiedy prawo jest prawem?

niedziela, 29 września 2013 10:10

    Jak się spytać ludzi, czy należy przestrzegać prawa, większość odpowie, że oczywiście tak! Co poniektórzy (ci starsi sztywniacy zazwyczaj) zacytują słynną rzymską sentencję, stojącą u podwalin naszej cywilizacji: "Dura lex, sed lex" , czyli "Twarde prawo, ale prawo".

    No ale co wtedy, gdy prawo staje się absurdalne, niezrozumiałe, wieloznaczne, opresyjne i stojące w sprzeczności z interesem większości obywateli?

    Wtedy oczywiście kodexem prawnym można sobie podetrzeć tyłek!

    Taka sytuacja jest teraz. Takie jest nasze prawo podporządkowane chorym przepisom UE i grupom z układu zamkniętego. Bezwzględne są opresyjne służby pilnujące tego "prawa". Co i rusz słychać o jakimś nieszczęśniku wkręconym w jego tryby i nie mogącym się z nich wykręcić, gdy tymczasem znajomi i krewni królika robią co chcą, śmiejąc się nam w twarze.

    Żołnierz może odmówić wykonania rozkazu w dwóch wypadkach, z zachowaniem pełni honoru, czystego sumienia i godności: gdy ma mordować i gdy misja jest ewidentnie samobójcza.

    My, prości i zwykli obywatele możemy olać prawo, gdy to służy tylko do tego, by nas dręczyć i wykończyć! Chodzi tu zwłaszcza o prawo gospodarcze krępujące rozwój polskiej krainy.

    Bo jest kolosalna różnica między prawem twardym, a bezsensownym. 

    Trzeba tylko zmienić sposób myślenia i przestać żyć udając, że jest normalnie - bo nie jest. Trzeba powstać z kolan i porozganiać te wszystkie pasożyty spod znaku urzędów państwowych, służące swym panom spod znaku szemranej polityki, szemranych mediów i szemranego biznesu.

     Bo będzie tylko gorzej!


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Rozkopana konina

piątek, 27 września 2013 10:50

   Zauważyłem, że cechą dość powszechną w tym narodzie jest agresja słowna, zwiększająca się wraz z zanikającą kulturą (co oczywiste), zbliżaniem się do społecznego dna i zwiększającą się głupotą takiego agresora (co się razem łączy dość ściśle). 

    Jestem dość spokojny, ciężko mnie wyprowadzić z równowagi, ale ludzie gorsi ode mnie pod każdym względem, wykrzykujący swoje "racje" i niedopuszczający nikogo do rzeczowej dyskusji, jednak delikatnie denerwują moją skromna osobę! Na nieszczęście takich jak ja, to jeszcze dość powszechna cecha tego niedobitego narodu.

    No ale przykład idzie z góry: we wszelkich, publicznych dyskusjach medialnych chamstwo to norma, a wyrażenie "Ja panu nie przerywałem!" występuje pod wszelkimi możliwymi postaciami, byleby przeciwnik buraka nie doszedł do głosu i nie zburzył kruchej i niestabilnej konstrukcji myślowej krzyczącego. No bo co innego ma taki burak w zamian? Gdy mu się obali te parę wprasowanych w skromną pamięć operacyjną formułek, to zostanie z niczym!

    Więc będzie taki prymityw kopał jak koń do końca, gryzł i szarpał, byleby obronić nędzę, którą nosi w głowie. Bo innej nie ma.

    Bić takich nie ma co - bo się tylko bardziej rozkręcą. Najprościej by było olać i nie słuchać, tyle że niestety są tacy głośni rozprzestrzeniając te swoje "mądrości", że prędzej czy później wpadną ci w drogę.

    I zagłuszą...


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Z kolei w kolei nie po kolei...

środa, 25 września 2013 20:45

    Czasem poruszam się koleją. Najczęstszym celem jest niedalekie Trójmiasto. Pomijam kwestie normalnego opóźnienia właściwie każdego pociągu (w takiej na ten przykład Japonii, roczne opóźnienia wszystkich pociągów, to circa 15 minut...ŁĄCZNIE!!!). Tutaj zapowiedzi w megafonach zwyczajowo zaczynają się od słów: "Planowany przyjazd..." ; a kończą się na: "...za opóźnienie przepraszamy". Gdy podróżny polski słyszy, że pociąg jest tam gdzie ma być, o tej porze co trzeba, to zaczyna się obawiać o swoje zdrowie psychiczne.

    Więc dzisiaj, wracając z miasta Gdyni, spotkaliśmy jakiegoś niedobitego (i kompletnie niereformowalnego - przy okazji bezzębnego), starego pacana w uniformie kolejarskim - zwanego dalej konduktorem, który po dość (na szczęście dla nas!) krótkiej dyskusji stwierdził, że totalnemu upadkowi polskich kolei jest winien rząd (nie wiem jaki, ale rząd). On nie odpowiada za nic, winne są zawsze spółki inne (on był oczywiście w tej niewinnej), wszystko działa, a w domyśle stwierdziłem, że te pociągi to najlepiej jakby jeździły bez pasażerów, bo nikt wtedy by nie marudził, a UE i rząd nasz wyrozumiały i tak do tego rozdrobnionego molocha dopłaci (corocznie miliardy owych PeeLeNów i jurosów).

    To, że nie istnieje coś takiego jak kolej (zwane dawniej PKP) było dla niego tak oczywiste, jak kompletna ignorancja swoich klientów - zwanych dalej pasażerami. On był od czegoś tam, skądś tam, ale nie indentyfikował się z koleją jako całością (pociągi, szyny, trakcja, perony i inne duperele z tej branży). Napomknął coś o mijankach, ruchu prawostronnym, co mnie poważnie zastanowiło, czy czegoś im nie wstrzykują na początek zmiany?

     Po drodze (30 kilometrów) minęliśmy dwa nikomu niepotrzebne wiadukty prowadzące z pola w pole (koszt przynajmniej z parę milionów PLN), jechaliśmy po szynach, które zapadły się po remoncie o 10 cm i nie będą w stanie przyjąć, kupionego za parę miliardów kolejnych PLN pierdolino. 

   Odnoszę wrażenie, że przynajmniej 1/3 kolejarskiej braci ma podkłady kolejowe przysypane żwirem - zamiast mózgu. Podobnie jak ów koleś.

    Starzy kolejarze nie przewracają się w grobach - oni tam wirują, że się trakcja zrywa, szyny pękają i podkłady się łamią!  

     

 

    PS         Żeby było weselej, dziś przywieziono do zwiedzania w Gdańsku owe cudne pierdolino (samo ruszy po naszych torach, dopiero najwcześniej za rok!!!), a drugi moloch na krawędzi upadku, czyli PLL LOT stwierdził, że w reklamowanych do bólu - jak owe pierdolino, ale też znanych jako największy bubel dreamlinerach, nie zainstalowano podstawowej części: filtru paliwa! 

   Niewydolne, nieprywatne firmiska, reklamują szmelc i fantazję...

   A ciemny lud to kupuje!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Osły i konie

wtorek, 24 września 2013 21:24

     Przeciętny Amerykanin do 50 roku życia zmienia pracę 11 razy. To jest norma ogólna (wręcz tradycyjna) dla zachodnich, rozwiniętych, bogatych krajów. I to nawet niezależna od obecnego (sztucznie wykreowanego) kryzysu. U nas zmienianie pracy, średnio co 3 lata, jest uznawane wciąż za bumelanctwo i nieodpowiedzialność!

     U nas pragnienie pracy po 8 godzin dziennie, za godziwe pieniądze, z wolnymi weekendami, jest wciąż uznawane za nieróbstwo, lenistwo i niedojrzałość! 

     A o to ongiś walczyła ta słynna Solidarność pod wodzą TW Bolka!

     I co z tego zostało?

    Jedna wielka sraczka - nie można tego nazwać nawet gównem... Polak w wieku produkcyjnym, jeśli nie siedzi za granicą, to zaiwania na dwa etaty, lub w jednej robocie po 25 godzin na dobę (bo wcześniej wstaje o godzinę). Co znacząco odbija się na zdrowiu, życiu rodzinnym i społecznym.

    W ilości czasu spędzanego w pracy, jesteśmy w ścisłej, światowej czołówce. W efektywności - gdzieś na końcu: co ma związek z automatyzacją i organizacją produkcji - o czym (nie tylko ja) już przynajmniej raz wspominałem. O pensjach wspominał nie będę...

     Problemem wynikającym z takiego stanu rzeczy jest odczłowieczenie owego stada, tych jeszcze uczciwie coś robiących ludków. To przypomina coraz bardziej obozy koncentracyjne - ze związaną z tym przybytkiem funkcją kapo (czyli kierownictwo średniego szczebla, bezlitośnie wykorzystujące pogardzaną przez się załogę) i  łagry z  charakterystyczną dla nich diedowszczyzną , czyli bandą agresywnych, tępych i lizusowatych pacanów, używających sobie na swoich mądrzejszych i spokojniejszych współpracownikach. Takie dość powszechne postępowanie czyni z reszty masy jeszcze pracujących, zwyczajne stado bezpłciowych, wystraszonych mułów roboczych.

     W takich warunkach nie ma szans na cień normalności, a przyszłością jest tylko bycie parobkiem ludów bogatych i cywilizowanych.

     Tu nikt nie szanuje pracy: albo się zatyra, albo zaliże dupsko tym z góry piramidki, albo przebumeluje na boku.

      Co prostą drogą prowadzi do katastrofy i uczyni z tej krainy pustynię cywilizacyjną.


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Perły przed wieprze

poniedziałek, 23 września 2013 0:23

    Jakiś czas temu, nasze nieocenione media zakomunikowały o kolesiu exmitowanym z domu (wraz z rodziną), który przy pomocy kosy i siekiery próbował go odbić.

    Normalny, ludzki, desperacki odruch.

    Drugiego wywieziono w las i zaciachano tasakiem (obcięli mu międzyinnymi pół dłoni), tylko za to, że upomniał się o zaległą pensję (1000 złotych). Cudem przeżył. Ironią losu jest to, że pracował na czarno, remontując PUBLICZNE przedszkole (w stolycy żeby było weselej). Oczywiście potraktowano to jako kolejną, medialną ciekawostkę i szybko o niej zapomniano.

     A problem dotyczy większości zdolnych do pracy rodaków.

     Wspomnę tu tedy o swoim byłym kierowniku, postury słusznej jak beczka smalcu, zarośniętym szczeciną jak dzik wyścigowy i wrednym jak pomieszanie owego wieprza z psem podwórkowym.

      Wparował ów do firmy (wielgaśnej, notowanej na giełdzie i niepolskiej oczywiście) znienacka, po półrocznej nieobecności kogokolwiek z kierownictwa i od razu wziął się za zwalnianie. Tradycyjnie poszedłem na pierwszy ogień, za cokolwiek (powód zawsze się znajdzie - jak mawiał Stalin). Za mną poszła na dniach reszta (męskiej azaliż) załogi. Cwaniak ustawił wszystko pod siebie - poszła nawet na bruk zastępcza kierowniczka firmy - skądinąd porządna panna, zaangażowana w działanie tejże filii, ale cóż - teraz ludzie nie są w cenie...

      Co on teraz tam kombinuje - nie mój cyrk i nie moje małpy! A czemu to tak olewam? Otóż nie dałem mu w ryj, nie kłóciłem się - to nie w moim stylu. Ale gwarantuje wam, że moje imię ów tępy chuj (że zacytuję klasykę), będzie wymawiał nawet na łożu śmierci. W szczegóły techniczne nie będę wnikał - kwestia penitencjarna ;) Co se pobrykałem, to moje.

      Co mnie jednak najbardziej wkurwiło, że chama sobie nie darowałem, to jego tłumaczenie:  "Ja mam rodzinę i muszę na nią zarabiać - dlatego wylatujesz".

    Przez takich CHAMÓW nie mam rodziny i to samo przerabiane jest jak Polska długa i szeroka.

    Wystarczy trochę mamony, trochę spinki i człowiek zamienia się w chuja (radykalnie tłustego w moim przypadku).

     Smutne, ale prawdziwe...


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Elegałcja Frałcja

niedziela, 22 września 2013 12:24

    Najlepiej to widoczne jest na polskich weselach, które tradycyjnie trwają dwa dni, a zakończenie zabawy pierwszego dnia, przed świtem, jest uważane za klęskę. Temat był opisywany wielokrotnie, a nawet przedstawiony w filmie o nazwie "Wesele". Przewałkowano kwestię wielokrotnie i dogłębnie, ale dorzucę swoje 3 grosze do tej kupki.

     Wygląda to zazwyczaj identycznie: czereda różnych ludzi, w różnym wieku i statusie społecznym (na ogół nie za wysokim), odpierdziela się aligancko, co już samo w sobie jest śmieszne. Najbardziej mnie rozwalają te dzierlatki, tworzące przedpołudniami, w skupieniu i podnieceniu, na swych głowach wymyślne, trwałe fryzury. Ogólnie to właśnie one najbardziej przeżywają te zabawy, licząc na maximum tańca, którego sukces liczą otarciami, odrapaniami i odciskami  (+ oczywiście hektolitry potu, oblewającego ich skądinąd ładne ciała). Chłopcy wprasowują się w źle dopasowane garniaki, licząc jedynie na alkohol i owe laski ocierające się o nich (czasem z dogłębnym wsadem). 

     Są też starcy z PeeReLu zamieniający na tą chwilę codzienny dres, gumofilce i barchany, na badziewne garnitury i obszerne suknie w kwiatki (powszechna otyłość bab po 50ce).

      I się bawią!

      Z początku nieśmiało, dostojnie, by dobrze po północy zmienić się w opite, przepocone, rozchełstane zombie - czyli powrót do stanu naturalnego.

      Nie to, żebym nie lubił zabawy. Wręcz przeciwnie! Te polskie megawesela wyróżniają się na tle świata, co mnie bardzo cieszy. Jestem nawet zdolny wytrzymać badziewną muzę graną w ich trakcie (choć zdarzają się wyjątki!). Lubię oryginalność - nawet tą pokręconą.

     Nie lubię tylko pozerstwa i badziewia opakowanego w elegancję. To mnie najbardziej razi!

     Dlatego mam dość ambiwalentny stosunek do tych imprez, ale też do polskiej klasy politycznej, biznesowej, medialnej i kulturalnej. Bo to takie same wieśniarstwo, nieposiadające eleganckich korzeni, z którego chamstwo z czasem i tak musi wyjść. 

     Tyle że jest to bardziej rozciągnięty w czasie i na swój sposób wyrafinowany proces.

     Elegancja to nie ubrania z salonów wyglądające jak na manekinie, a noszenie chociażby samych, dziurawych gaci tak, by to robiło wrażenie! 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Łączenie przez dzielenie

sobota, 21 września 2013 0:00

     Czy lepiej żyć z sąsiadem w jednym pomieszczeniu (kołchozie na przykład, lub blokowisku), udając że jest się rodziną, czy lepiej trzymać się sąsiedzko w swojskiej kupie, znając swoją indywidualną wartość, tożsamość i nie wchodząc innym (z wzajemnością) w drogę?

     W RP I to się doskonale sprawdzało. Każda nacja, religia, stan (a było ich wiele!), miał swój kąt, którego się trzymał i o który dbał. Te klocki wspaniale się dopasowywały i tworzyły AUTENTYCZNE imperium (XVI, XVII wiek).

    Była ograniczona, acz uczciwa możliwość zmiany swojego statusu i wszystkim to odpowiadało...

     ...dopóki nie przyszedł XIX wiek ze swoim nacjonalizmem, demokrakcją i innymi fantazjami zrównywującymi różnych ludzi...

     ...co ostatecznie doprowadziło do największej tragedii w dziejach ludzkości!

    Która trwa do dziś, tylko pod zmienioną postacią.

    No ale, żeby było sprawiedliwie, potrzebna jest uczciwość - której dziś w naszej krainie nie uświadczysz.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Czy rock&roll się już skończył?

wtorek, 17 września 2013 13:14

    Zacznę może od tego, że w sobotni wieczór zaplątałem się na otwarcie nowego baru, połączone z koncertem zaprzyjaźnionego zespołu (i bro w promocyjnej cenie 4 PLN!). Jako że czasy kryzysowe, więc wziąłem ze sobą tylko 30 PLN. Z wyżej wymienioną sumą i tak nie miałem teoretycznie szans na jakąś bardziej zorganizowaną i dłuższą zabawę, ale zmieściłem się w budżecie i nad wyraz obficie rozciągnąłem czasoprzestrzeń.

    I w ten sposób wróciłem jak zwykle w środku nocy, uwalony jak messerschmitt i mokry od dansów!  

    Mimo że jesień już pizga tradycyjną deprechą, ludzi było multum, a jako miejsce zebrań wybrali plac przed lokalem. Naprawdę poczułem się jak członek grupy latynosów zesłanych na Syberię!                

    Co utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy to wesoły, zabawowy ludek, zrypany tylko przez historię, politykę, ekonomię i pogodę.               

    Kapela też całkiem fajnie przyłoiła, więc widzę przed nią jakąś przyszłość. Trochę mnie połamała młoda koleżanka, która jako następna z dziesiątek tysięcy jej podobnych mieszkanek Polski, zabrała się za jęczenie mdłych przyśpiewek w języku anglosaskim (z myślą oczywiście o karierze zagranicznej!). Wytłumaczyłem jej (mam taką głęboką nadzieję!), że to droga donikąd.

    Bo też droga rocka zdecydowanie dobiega końca. Skończyły się czasy buntów i rewolucji młodzieżowych, okraszonych muzyką szarpaną. Ostatnim zrywem buntowniczym roc&rolla była explozja radykalnego metalu w latach 90. Tu polecam wybitną xiążkę pt. "Władcy chaosu" opisującą szczegóły tej masakry. 

    Teraz się tylko gra. Czasem nawet ciekawie i oryginalnie, ale na ogół niezbyt odkrywczo - bo już właściwie na tym poletku nie ma zbyt wiele do odkrycia. Bunt się wypalił, buntownicy spokornieli, nikomu się nie chce nawet krzyczeć na system, który nas upadla.

     Co nie znaczy, że nie można dobrze przyłoić z bluesowym zacięciem, jak owe Psy Pustyni . Nazwa skądinąd dziwna w naszej leśno/jeziorno/polnej krainie, ale lider wytłumaczył, że to pomysł z jakiegoś filmu. Szczegółów, wybaczcie, nie ogarniałem już natenczas.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dziś o kobietach

sobota, 14 września 2013 14:04

     Tragedią narodową jest niż demograficzny, ale gdzie ostatnio nie spojrzę - widzę kobiety w ciąży! To nie jest raczej jakaś moja, subiektywna zmiana spojrzenia, ale regularny wysyp zapylonych panienek, matek, żon i kochanek. Żeby daleko nie szukać potwierdzenia tej obserwacji: w moim najbliższym, osobistym otoczeniu, są dwie doświadczone matki, które zaszły mniej więcej w tym samym czasie i też już widać po nich owo szczególne napęcznienie okołopępkowe (ja tam paluchów i niczego innego nie maczałem - żeby nie było!). Obydwie dobrze po trzydziestce (czyli moje rówieśnice), jedna z trzylatkiem, a druga z odchowanymi sześciolatkami.

      I nie są wyjątkiem!

      Nie przypominam sobie zimowych przerw w dostawach prądu (jak w wysypie niemowlaków z lat osiemdziesiątych), zima też nie była męcząca, więc nie wiem co to za trend?

      Ale dobrze - będzie miał kto po nas zamiatać ten burdel czasów przełomu.

      Druga sprawa, to te nasze piękne skąd inąd panny polskie. Żeby docenić powszechną na naszych ulicach urodę płci pięknej, wystarczy trochę się ruszyć i poobserwować kobiety z innych krajów. Różnica jest w odwróconej proporcji: tam jest tyle pasztetów, co u nas ładnych - i odwrotnie. 

      Innym problemem jest powszechny u pań polskich debilizm, wyrachowanie, wredność, obłuda i wielka niczym drapacze chmur postawa roszczeniowa - co mnie skutecznie wyleczyło z wchodzenia w stały związek.

      No ale coś za coś!

      Jest jeszcze jedna obserwacja, która mnie nieco zadziwia: poobserwujcie stare zdjęcia, filmy i obrazy (najlepiej to widać na słynnych fotografiach ślubnych, pooprawianych w ramki i wieszanych nad łożami małżeńskimi).

     Można odnieść wrażenie, jakby ładne kobiety zaczynały się dopiero od lat siedemdziesiątych! To co było wcześniej, to większa lub mniejsza masakra estetyczna! I tu nie chodzi tylko o durne fryzury z lat dawnych. Te ryje takie jakby spotworniałe. Nawet moje rówieśniczki z podstawówki (a to były lata osiemdziesiąte), w porównaniu z dzisiejszymi nastolatkami wydają się tak paskudne, jak kobiecy jest nasz słynny trans z sejmu, o imieniu Anna (Gie... żeby nie było).

    

    

    

  


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zasadniczo o zasadach...

czwartek, 12 września 2013 21:19

    Ciągle natykam się na uwarunkowanych osobników (zazwyczaj płci męskiej) żyjących według z góry ustalonych zasad. Te z góry uwarunkowania, to po rodzicach ichnich, zazwyczaj pochodzących z mojego ulubionego, powojennego (zjebanego na maxa!) pokolenia. No, są jeszcze plastikowe, dyskotekowe lampucery i ich dresiarscy fagasi, też ograniczeni jakimiś wydumanymi kwestiami (na ogół mega ich ośmieszającymi) . 

     Czyli o kant dupy rozbić te poglądy, ale po poprzednim wpisie o zasadach, nie za bardzo dotarło, co miałem na myśli, więc muszę wywałkować.

    No więc, na początek, jak mawiał Groucho Marx: "Takie mam zasady. Jeśli ci się nie podobają, mam też inne." .  

    Swoją drogą, ten bezbłędny kolo już pół wieku temu skomentował dzisiejszą politykę celnie, jak rakieta balistyczna: "Polityka to sztuka, która polega na tym, żeby szukać problemów, znajdować je, źle je rozpoznawać i niewłaściwie stosować nieodpowiednie środki zaradcze.".

    Prawda że genialne i prawdziwe?

    Ale to tak ad hoc. Więc wracając do zasadniczych ludzi: czasy zapierdalają z szybkością torpedy, od z góra 100 lat każde pokolenie żyje zasadniczo w innych realiach, więc trzeba się dostosowywać, bo się po prostu staje człowiek taki zasadniczy sztywnym, śmiesznym i kłopotliwym.

    Więc trzeba być elastycznym. Oczywiście bez przesady! Jakieś podstawowe zasady obowiązują niezależnie od czasów. Tu trzymam się nauki Schopenhauera i uważam, że zamiast staroświeckiego: "Bóg, Honor, Ojczyzna" ; powinno obowiązywać: "Bóg, Godność, Wolność". Zresztą jedno nie wyklucza drugiego, ale to drugie jest na maxa uniwersalne. Kto chce szczegółów, niech przeczyta dzieła owego gdańskiego filozofa, bo nie chce mi się tłumaczyć bezsensu idei honoru i nadidei godności. 

    A zasady w naszej republice kartoflanej, zwanej Bolanda? Muszą być niesamowicie elastyczne! Tu mając staroświeckie zasady i trzymając się ich bezmyślnie, łatwo zostaniesz frajerem, zasilającym dobrze ustawione mendy. Tu będąc pracowitym, dorobisz się tylko garba - ku uciesze twojego właściciela. Tu, będąc uczciwym - rozśmieszysz tylko strażników tego zboczonego, różowego (dla odmiany) systemu. Tu, będąc dżentelmenem, stracisz zdrowie i życie, ratując zawoalowane kurwy.

    Tu musisz być czujny, jak ścigany przez nagonkę wilk.

    A mając durne zasady, pierdolniesz wcześniej, czy później w jakiś pieniek.

    Więc trzymajcie się prostej, myślcie, czujcie i mnie nie wkurwiajcie swymi  nieżyciowymi poglądami!

    Bo powtórzę to po raz kolejny: ja mam rację i nie ma dyskusji!

    W życiu jestem cichy - bo nie mam radości z kopania się z końmi. W pisaniu przyjmuję tylko konstruktywną krytykę. 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

W(T)C a sprawa polska...

środa, 11 września 2013 17:03

    Pamiętam ten dzień dokładnie - szykowałem się akurat do jedynej w swym dotychczasowym życiu wycieczki autokarowej z biura podróży. Uznałbym to za pomyłkę i wczesną starość, gdyby nie to, że w rzeczywistości to był właściwie transport do Pragi i z powrotem (po paru dniach pobytu). Owego więc dnia (ostatniego przed urlopem), po powrocie z pracy, ujrzałem w televizorniach wszelkiej maści, dwa płonące budynki.

    Nawet ciekawy widok.

    Potem owe budynki się zawaliły. Zginęło niecałe 3 tysiące luda. Ot większa i bardziej malownicza katastrofa, która gdyby zdarzyła się poza USA, to wkrótce by o niej zapomniano! Wszystko złe, co się wydarzy w hameryce, jest od razu odpowiednio udramatyzowane, podkoloryzowane i staje się powodem do wojny, lub co najmniej do ograniczenia swobód obywatelskich u nich i na świecie. Bez względu na koszty, ofiary i tragizm krajów podbijanych i przeobrażanych na siłę w demokratyczne państwa (które wcale nie muszą mieć nic wspólnego z robieniem amerykanom krzywdy!).

    Amerykanie to pyszałkowate bufony, przeświadczone o swojej całkowitej wyższości nad resztą świata...

   ...co jest całkowitym przeciwieństwem zakompleksionych Polaków! 

   Polski komplex niższości, a właściwie syndrom wyzwolonego parobka, zaczyna się już w firmach, gdzie powszechnym jest strach przed szefami, kierownikami i właścicielami tychże. Naprawdę widziałem w życiu tylu posranych (całkowicie bezzasadnie!) ze strachu pracowników, że już nie zbiera mi się nawet na wymioty widząc następnego takiego pachołka!

   Do niedawna, zwłaszcza pokolenie wczesnego PeeReLu, czapkowało przed każdym zagranicznym debilem, traktując wszystkich obcokrajowców niczym kosmitów (syndrom komunistycznej izolacji). Na szczęście miliony emigrantów zarobkowych, te obrzydliwe przyzwyczajenie właściwie zlikwidowało (co jest jedynym plusem tej emigracji).

   Są też uzależnione od prymitywnych, chamowatych polityków media, gotowe przepraszać UE, USA, Rosję i Izrael za wszystkie niepopełnione, a wydumane grzechy. Płaszczenie się polityków i dziennikarzy, przypinanie polakom różnych łatek, plucie na swój kraj i naród, oraz włażenie w dupę wszystkim innym państwom i ludom, jest stałą i nie opadającą cechą polskiej kasty rządzącej i podającej ludowi wiadomości.

   Kasty chamskiej i buraczanej w swych korzeniach i mentalności.

   Kasty posiadającej w swoich drogich lakierkach taką ilość słomy, że można by ukręcić z niej całe stado chochołów!

    A dlaczego wspomniałem o owym 11 września - czyli o trochę większej katastrofie budowlanej?

    Ano, bo od tej daty w przyszłości będzie się liczyć nową epokę - zwaną chwilowo Nowym Średniowieczem.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Inwazja narzekaczy

wtorek, 10 września 2013 18:19

    Zasada jest jedna w naszej republice kartoflanej zwanej Bolanda: najbardziej narzekają na swój "nędzny" los ci, którym się najlepiej powodzi, albo powodzi im się w miarę dobrze. Ongiś byłem magazynierem w dużej hurtowni spożywczej i 99% klientów owego przybytku (sklepikarze) nie ustawało w narzekaniach, jak to im źle! Owszem, czasem któryś zwijał interes, ale żadnemu bieda w dupsko nie zajrzała. 

     Policja "zarabia źle", chce mieć niesamowite przywileje (między innymi wcześniejsze emerytury) i chorować na potęgę (co cały czas czyni), ale czy ktoś widział biednego policjanta? Skąd mają te nowe domy? Skąd samochody? Mój otyły jak amerykański mundurowiec kuzyn, w normalnych warunkach nie przeszedłby testów sprawnościowych, psychologicznych i jakichkolwiek innych. W normalnym życiu padłby natychmiast na ryj, porażony swoją nieudolnością, ale został bezczelnie wepchnięty (za łapówki i znajomości) w jedną z wiejskich komend i tam oczekuje na coraz bliższą emeryturę. Na którą oczywiście nie zasługuje, bo taki z niego policmajster, jak z koziej dupy trąbka! Oczywiście w samoocenie i krytykanctwie innych jest supermistrzem.

     Nauczycielstwo płacze nad swym "żałosnym" losem. A może płakać na potęgę, bo pracuje bardzo minimalnie (mniej niż 40 godzin w tygodniu): z przerwami na weekendy, ferie i wakacje (na które jeździ na ogół za fri - ze swoimi uczniami). Nawet moi byli sąsiedzi - wuefiści, rozbijali się całkiem fajną bryką, szybko zmienili mieszkanie na lepsze i bez problemu wyedukowali i ustawili swoje dzieci, mimo że on był matołem, a ona alkoholiczką. Całe nowe osiedle, zwane dla ironii Bajkowym, jest pełne kawalerek wypełnionych starymi pannami - nauczycielkami, płaczącymi nad swym "smutnym" losem...

    Rolnicy? Ci to dopiero cierpią! Można odnieść wrażenie, że z głodu wpierdzielają dyszle od swych wozów! Tyle tylko, że mają swój KRUS, dopłaty z UE (mimo że najbardziej przeciw niej protestowali!!!), paliwo za pół ceny i nieograniczony dostęp do saletry, którą mogą rozpierdzielić pół kraju... ...ale tu chyba zboczyłem z tematu? Inny z moich kuzynów żyje jak panisko z parudziesięciu hektarów i sfinansowanego z UE minimotelu (do ciągnika i jeszcze kopy innych rzeczy też się bruxelczycy dołożyli).

    Narzekają nawet urzędasy!!! Nie oficjalnie oczywiście, ale osobiście to nigdy im za dobrze... ...mimo że jest ich już prawie milion! I to oni głównie ściągają na dno ten kraj, wykańczając zdolnych i pracowitych ludzi przy pomocy durnych przepisów...

   ...w tym momencie znowu mnie szlag trafił, więc nie rozpiszę się już o górnikach z superodprawami, kolejarzach od parodii kolei, mafii biznesowo/polityczno/medialnej, wysysającej resztkę soków z tego biednego narodu i kraju, oraz całej reszcie pasożytów obżerających te państwo.

    Polska to padlina zżerana przez muchy.


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Soccer polski (bo futbol tu się skończył już w 1986 roku!)

sobota, 07 września 2013 10:19

      Żaden polski zespół nie zaszedł dalej w Lidze Mistrzów, niż poza fazę grupową i kwalifikacyjną już od prawie 20 lat - co jest ewenementem na tym kontynencie! W Mistrzostwach Europy wystąpiliśmy dopiero wtedy, gdy sami je zorganizowaliśmy, a i tak to jedyny przypadek w świecie, gdzie gospodarz tak wielkiej imprezy nawet nie wyszedł z grupy! W Mistrzostwach Świata nie liczymy się od 1986 roku - od wyjścia z grupy w Mexyku. Wczoraj nasz żałosny tim narodowy, na równie żałosnym stadionie, zrezygnował z ponownego odwiedzenia Ameryki Łacińskiej - tym razem w szalonym Rio.

    Co nie zmienia faktu, że piłka nożna jest sportem dominującym na świecie i jakby się nasi zdegustowani (całkiem słusznie) kibice nie burzyli, to żadna piłka ręczna, siatkówka, czy skoki narciarskie nawet się nie zbliżą do pozycji zajmowanej przez ten megasport! Pod względem liczby kibiców (i ich oddania zespołowi), krajów w których się w nią gra, pieniędzy i megaemocji które wywołuje.

    W tym momencie zawsze zastanawia mnie postawa Chińczyków, którzy ten sport kompletnie sobie darowali na rzecz dyscyplin olimpijskich! Szczerze mówiąc nie kojarzę żadnego zawodnika chińskiego, zespołu, czy nawet jakiegokolwiek występu drużyny  narodowej! Ten superambitny i superliczny ludek darował sobie najważniejszy sport świata ot tak!

    Ale to szczegół. Bardziej wkurzający są amerykanie ze stanów złajdaczonych, którzy futbolem nazywają jakieś przetworzone rugby, z gejami w trykotach, ganiającymi się po porysowanym niemiłosiernie boisku. O co chodzi w tej szopce? Tego chyba nie wie nikt!

     Paradoxalnie - USA ma całkiem dobrą drużynę narodową w prawdziwym futbolu, uczestniczy w mistrzostwach od samego początku (w pierwszych nawet zajęła trzecie miejsce!), a rozgrywki ligowe też są w miarę dobrze rozwinięte.

     Tyle że piłkę kopaną stopami, nazywają cały czas soccerem i do niedawna uważali ją za sport co najwyżej dla kobiet!

     Chamy jedne i buraki otłuszczone!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

O, sancta simplicitas!

piątek, 06 września 2013 8:25

    Na początku muszę powtórzyć po raz kolejny, że moja sytuacja życiowo/ekonomicznie/społecznie/zawodowa jest od jakiegoś czasu co najmniej żałosna...

    I ABSOLUTNIE nie muszę być z tego powodu zdołowany, załamany, czy nawet zdziwiony!

    Mam czyste sumienie, honor i jajca na swoim miejscu! A czemu?

    3 miliony (trzy miliony słownie) ludzi, którzy wyemigrowali z tego (40 milionowego!) kraju przez ostatnie 10 lat, tłumaczy mnie w pełni ze wszystkiego, czego nie czynię (nie wziąłem kredytu, nie mam żony i dzieci, nie mam NORMALNEJ roboty - nie mówiąc już o własnym interesie!), czyli z tego że nie jestem członkiem klasy średniej - bo takiej w Bolanda zwyczajnie nie ma!

    Drugie tyle pozostałych w tej republice kartoflanej i szukających zatrudnienia, lub robiących gówno (także z siebie) za gówniane pieniądze, umacnia tą opinię niczym cement najmocniejszy bunkier.

   Także problemu nie powinno być żadnego z akceptacją mojego status quo, ale o dziwo spotkałem go wśród najbliższej rodziny!

   Przy okazji potwierdziło się, że na wschód od linii Wisły: IQ znacząco spada, kończy się zasięg człowieka rozumnego, a zaczyna osadnictwo buraka cukrowego.

   No więc ta moja równolatka zarzuciła mi, że nie mieszkam sam (tudzież nie utrzymuję rodziny), że się nie usamodzielniłem i tego typu dyrdymały wprost z televizyjnej propagandy sukcesu. I za cholerę nie chciała na ten temat dyskutować!

   No w normalnych, kapitalistycznych warunkach, w państwie prawa, takie opeery miałyby jak największy sens! Tylko nie wiem, czy Bolanda jest kapitalistyczna chociaż z nazwy? Swoją drogą, skąd biorą się ci kretyni wierzący w możliwość sukcesu każdego człowieka?! Nawet w normalnych warunkach na każdego jednego wybijającego się ponad przeciętność, przypada stu, którym się nie udało, ale w normalnych krajach normalni ludzie mogą chociaż normalnie egzystować!

   Najlepsze, że żyjąc samodzielnie, owa mądrala dotarła na skraj katastrofy finansowej i wyszła na prostą tylko dzięki dobremu wyjściu za mąż...

   Ja chyba więcej nie muszę tłumaczyć?

 

   PS           Z drugiej strony rodziny (tych po ojcu), mam praktycznie samych cwaniaków, poprzepychanych przez życie przez swoich rodzicieli, którym ciągle coś z nieba kapało i kapie... 

         A dla nich jestem takim nieporadnym klaunem...

         Na moim miejscu by się dawno posrali i strzelili samobója! Dlatego nie odejdę z tego świata, dopóki będzie się na nim panoszyło chamstwo i głupota!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Samotność długodystansowca

czwartek, 05 września 2013 16:42

    Nie jestem typem jakiegoś szczególnego przystojniaka (wzrost trochę kiepski i permanentny brak kasy), nie jestem w stałym związku (na szczęście - jak z czasem stwierdziłem!), ale specjalnych kłopotów w kwestiach damsko - męskich nie miewałem.

    Więcej nawet!

    Dwa razy miałem w życiu sytuację, gdy dłuższe przebywanie z kobietą doprowadzało do romansu, raz prawie - poszła za innym na końcu. Więc jestem 100 % pewny, że nie ma takiej opcji, żeby zdrowi ludzie odmiennej płci, przebywając odpowiednio długo sami, nie poczuli tych dość ciekawych iskier podążania.

    To tylko kwestia czasu.

    Także mając pracującą partnerkę (w biurze najlepiej), czułbym się nieco kiepsko, gdyby zbyt długo przesiadywała w owym miejscu pracy. Wiadomo by było, że w końcu z kimś się puści. Nawet nie mając z początku chęci! W takich wypadkach odzywa się nasza zwierzęca natura.

    Normalka - robiłem to samo.

    Monogamia to wyrzeczenie i wyzwanie. 

    Co nie przeszkadza funkcjonować normalnie i w miarę szczerze, większości par damsko - męskich.

    Co nie znaczy, że we wszystkich związkach wszystko gra. Najczęściej to tylko złudzenie. Wystarczy kryzys, załamanie, lub zwykła głupota, by w związek wkradł się fałsz i destrukcja.

    A kobietę, w sumie prawie każdą, można dość łatwo - wbrew pozorom, wyrwać! Aparycja, kasa, możliwości sexualne (czyli zdrowie), odrobina bajery, błyskotliwość, ale także troszkę tego męskiego, erotycznego chamstwa...

     I jak mi mówi doświadczenie: jak się taki zaprze, to na trzeciej randce - góra, ma każdą babę w łóżku!

    No prawie każdą...


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nowego roku początek!

poniedziałek, 02 września 2013 18:31

    Wraz z rozpoczęciem kolejnej tury cyrku edukacyjnego, obiegły media dwie wiadomości:

  1. Stwierdzono, że polskie szkoły niszczą psychicznie swoich uczniów i produkują życiowe kaleki.   No to mi było wiadome już od dawna! Polscy nauczyciele już od lat wielu dzielą uczniów na swoich pupilków - czyli kujonów i włazidupców, których w owy obrzydliwy sposób faworyzują i wychowują tym sposobem potencjalne mendy społeczne. Całą resztę uczniowskiej ferajny olewają, lub otwarcie nią gardzą! Bo tak jest zwyczajnie łatwiej "pracować" tej pasożytniczej, pyszałkowatej, ćwierćinteligenckiej grupie zawodowej.
  2. Nauczyciele zaczynają tracić pracę ze względu na postępujący błyskawicznie niż demograficzny.To też nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem! Pisałem już, jak to mocno gardzę tymi starymi pannami, biorącymi się za "wychowywanie" nieswoich dzieci. Pisałem już o nadmiernych przywilejach tej pasożytniczej, nauczycielskiej grupy, ale jedna rzecz mnie znowu delikatnie wzburzyła:

     Całe państwo, z mediami na czele, pochyliło się nad smutnych losem tych pedagogicznych bucefałów. Dostaną pewnie sute odprawy, a urzędy wszelakie nie pozwolą im siedzieć na bezrobociu.

     Bo to "biedni" nauczyciele!

     A kto się zajmuje tym tłumem zwykłych bezrobotnych, ubogich i wykluczonych?! Kogo obchodzi fakt wyjazdu z tego kraju 3 milionów, najczęściej zdolnych, młodych, ambitnych i pracowitych ludzi, którzy nie widzieli TU dla siebie przyszłości (całkiem słusznie zresztą!)?! Czemu mamy się przejmować losem zadufanego w sobie, nauczycielskiego ścierwa?!

    Czemu to ta grupa zawodowa, jak poprzednio górnicy i inni głaskani przez władzę cwaniacy, ma dostawać jakiekolwiek odprawy i przywileje?!

    Może dlatego, że już od lat najmłodszych, każdy w tym kraju przyzwyczaił się do podziału na kastę pupilków i odpadów? I dla wszystkich jest naturalnym, że należy się do którejś z tych kast i nie da rady się od niej uwolnić? Czuję się hindusem we własnym kraju...

     A wam wszyscy nauczyciele, w ten nowy rok: chuj w dupę i gruzu kupę!


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Jedni mówią, że to nowy, "lepszy" świat, inni - że to nowe średniowiecze, ja na to wszystko patrzę i na przemian śmieję się i zastygam w przerażeniu...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 29537

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Sport

Pytamy.pl