Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 910 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Syndrom szklarza - czyli słów parę o wadach (albo wandalach) internetu

środa, 30 stycznia 2013 23:22

   Był sobie przed wojną, gdzieś w zapyziałym, galicyjskim miasteczku szklarz. Jako że miasteczko było galicyjskie, nudne i zapyziałe, to zaczynało mu brakować roboty. Robiło się biednie. Więc ów szklarz zaczął wysyłać na nocne rajdy swojego syna. Syn był biegły w rzutach kamieniami, tudzież w cichych ucieczkach, okna zaczynały się sukcesywnie kruszyć, szklarz zaczął stawać na nogi. Kto miał okiennice - to zamykał.

   Tylko zdziwieni przebudzeni brzękiem tłuczonego szkła, zadawali sobie jedno, zasadnicze pytanie: o co tu chodzi?!

   Od początku istnienia internetu (a może od początku podłączenia się doń?) gnębiła mnie jedna myśl: po jaką cholerę ktoś miałby wysyłać w sieć stada wirusów, trojanów i innego badziewia wykluczającego kogoś z systemu (ten system akurat uważam za dobry) ?!

   Są świry, i owszem, ale ktoś, kto jest w stanie stworzyć program rozpierdalający komuś na drugim końcu świata, ciężko kupionego kompa, nie może być aż tak durny, by robić to bezcelowo!

  Rozumiem włamy w systemy bankowe, szpiegostwo przemysłowe, tudzież zwykłe - międzynarodowe. Ale większość internautów jest nie związana z przepychankami agencji wywiadów, nie ma pojęcia o nowoczesnych technologiach, a tym bardziej nie przelewa się im szmalem.

  Mimo to, ryzyko rozpieprzu swojego indywidualnego systemu przez jakieś ścierwo jest duże.

  A antywiry na ogół są kosztowniejsze niż sam system.

  Wdzięczny byłbym komuś, kto zrobiłby podliczenie, które programy antywirusowe są najpopularniejsze. I ile na tym zarabiają ich właściciele? Ot tak, bez żadnych sugestii...

  A tym czasem zabiorę się za kolejne formatownie kompa, bo znowu coś mi nie styka...


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

O drzewach mordercach (w tym oczywiście, o pancernej brzozie).

poniedziałek, 28 stycznia 2013 13:22

   Zacznę od regularnej tragedii, która właściwie co weekend, rozgrywa się gdzieś w Polsce (zawsze w innym miejscu!), zazwyczaj na podrzędnej drodze. I zawsze w okolicach jakiejś wiejskiej dyskoteki (tudzież potańcówy w remizie).

   Scenariusz jest zasadniczo niemal ten sam. Do jakiegoś szrota z dojczów (beemwu, golfa, audi, rzadziej merola) ładuje się czwórka rozchachanych imprezowiczów. Kierowca zawsze jest młody i trzeźwy (!). Towarzystwo rusza w podróż powrotną. Nie muszą nawet śpiewać: "Panie szofer gazu!". Szofer chcąc się popisać i wynagrodzić sobie czas zabawy bez alkoholu i tak w którymś momencie dociśnie pedalik gazu.

   Ten wesoły stan trwa na ogół do pierwszego zakrętu. Auto kończy na drzewie, na którym jakiś czas później pojawia się kolejny krzyż, a pod nim naręcze zniczy.

  Nieraz na forach internetowych widziałem dramatyczne porykiwania rodzin i znajomych ofiar, by wyrżnąć wszystkie przydrożne drzewa! Bo to one zabijają. 

  Złe drzewa!

  A z domami co: zburzyć, czy przesunąć?

  Swoją drogą przypomniał mi się przykład pewnego gościa, mającego dom na takim niebezpiecznym zakręcie. Ciągle jakis zwariowany drajwer pakował mu się w ogródek, tudzież w ścianę. Zdesperowany załatwił sobie dowóz parotonowego głazu, który położono na granicy jego posesji. Od tej chwili śpi spokojnie. Rozbite samochody zbierają z ulicy i chodnika.

  W niedzielę puszczono w National Geographic film z cyklu: "Katastrofa W Przestworzach" , o katastrofie w Smoleńsku. Zgodnie z moimi przypuszczeniami winni są wszyscy po równo (tak po 1/3): Rosjanie, bo zamiast kazać im zwyczajnie spieprzać z powodu mgły, orzekli - chcecie, to lądujcie ; załoga latająca właściwie na wariata, zamiast zwyczajnie spieprzać i ludzie z otoczenia prezydenta którzy wałęsali się po kabinie, jak żury po monopolowym i biednemu pilotowi patrzyli wciąż na stery, w najważniejszym momencie lotu - czyli podczas lądowania. Ten dodatkowo robił za tłumacza z ruskimi i leciał na autopilocie, na pseudolotnisko, gdzie nie było systemu naprowadzającego. Sprawa jasna, prosta i skończona, a NG to stara, rzetelna firma, która zawsze cieszyła się wysoką renomą, a uruchomienie przez nią własnej televizji wcale tego nie zmieniło.

  A co z tą nieszczęsną brzozą?

  Jakiś oszołom głosił, że skoro samolot był wojskowy (formalnie), to powinien ścinać skrzydłami drzewa, jak kosa żyto. Widać chorował na lekcjach fizyki i obca mu jest zasada, że masa + prędkość = energia. Stąd też wysnuto jakiś dziwny wniosek, że skrzydło odstrzelono trotylem (?!). Tu mi się od razu przypomniała kreskówka ze strusiem pędziwiatrem i stanął mi przed oczami kojot owijający tupolewa laskami TNT. 

  Jakby nie było innych materiałów wybuchowych?

  Z drugiej strony przypomnieli mi się "fachowcy" z rosyjskich służb specjalnych, którzy ongiś, w Londynie,  otruli polonem niejakiego Litwinienkę . Zrobili to perfekcyjnie, cicho i skrycie - jak to szpiedzy. Tyle, że potem się okazało, że tym ich polonem skażone były samoloty, mieszkania, bar, w którym go zaaplikowano mu do herbaty, pół Londynu i kawałek Hamburga.

  Robota w białych rękawiczkach, tyle że strzały były z katiuszy.

  Co do pancernych samolotów - jedyne przypadki, jakie kojarzę, to niektóre typy myśliwców z II WŚ, z osłoniętą blachami kabiną pilota (dobry pilot zawsze był w cenie, samolot szło zrobić nowy) i w obecnych czasach, helikoptery także z zabezpieczanymi kabinami. Więcej blach niweczy sens latania - sprzęt latający musi być lekki, by mógł cokolwiek zabrać. 


Podziel się
oceń
6
5

komentarze (2) | dodaj komentarz

Horror architektoniczny z urbanistycznym rozpieprzem w tle

niedziela, 27 stycznia 2013 15:07

   Zacznę od kościołów. Praktycznie wszystkie pobudowane po wojnie, to straszydełka! Miało to oczywiście też swoje powody, że zacytuję:

"W latach 70. pozwolenie na budowę łatwiej było otrzymać w małych wsiach niż w ośrodkach miejskich, a jeśli już godzono się na budowę kościoła w mieście, to często była ona monumentalnych rozmiarów, po to by z jednej strony finansowo „pogrążyć” kościelnego inwestora, a przy okazji zablokować jego postulaty budowlane dotyczące kolejnych świątyń."

   Co nie przeszkadzało (i nadal nie przeszkadza) stawiać budowli, które czasami mogą doprowadzić do oślepnięcia swoją szkaradnością. Podobnie zresztą, jak większość pomników JP 2. Xięża po prostu nie mają najczęściej wyobraźni, tudzież odwagi, by zostawić po sobie coś orginalnego, ale jednocześnie już nie tyle ładnego, co po prostu nie ścinającego z nóg. 

  Największą klęską sakralną, którą dotąd widziałem, był stary kościółek w Gdyni Chyloni. Normalny, zgrabny, z cegły, ze smukłą wieżyczką, elegancko wkomponowany w otoczenie. W którymś momencie stał się za mały, więc zburzono boczną ścianę (!) i dobudowano do niego jakąś narośl z betonu. To nawet nie nowotwór - bo guz to zaburzenie naturalne. To wpieprz czegoś obcego w coś starego. W środku wyglądało to jeszcze gorzej: betonowe profanum wbite w stare sakrum, zwieńczone kolorowym, ogromnym bohomazem, malowanym chyba po sporej dawce LSD.    

  Ale kościoły tak nie kłują w oczy, jak inna pozostałość po PeeReLu - miasta usrane jak Polska długa i szeroka, wieżowcami i blokami. Gangrena urbanistyczna widoczna z daleka - jak moje Suchostrzygi . Betonowe, dziś pstrokato pochlapane farbami, chaotyczne osiedla, w których nie wiadomo, gdzie ulice się zaczynają i kończą. Owe Suchostrzygi pobudowano dodatkowo na wzniesieniu, więc wiatr tu hula regularnie i nieznośnie przez rock cały. Wyliczono, że wieżowce zajmują tyle samo miejsca, co bloki, a psują okolice nieludzko i są wylęgarnią patologii. 

  Takie socjalistyczne slamsy.

  Najlepiej poradzili sobie mieszkańcy osiedli domków, gdzie do lat 80 stawiano klocki, zwane dumnie willami. Równie monotonne i szkaradne, jak blokowiska, ale po zakończeniu experymentu zwanego PeeReLem zaczęto je osłaniać spadzistymi dachami, rozbudowywać i przebudowywać, więc dziś już trudno je uświadczyć.

 Do wieżowca dachu się nie dobuduje, więc stać to będzie do momentu, aż się rozsypie. Niestety.

 Trochę gorzej wygląda to z nowymi domami, stawianymi przez ambitne, młode małżeństwa. Ze względu na oszczędności (projekt kosztuje) stawia się wszędzie jednakowe, belejakie, tandetne budowle, nie pasujące do otoczenia, historycznych tradycji i zwyczajnego wyczucia smaku.

 Więc mamy cały kraj rozpierdzielony urbanistycznie i architektonicznie, co jeszcze nasila naszą schzofrenię, agresję i zagubienie.

 Bo nie od dziś wiadomo, że otoczenie też nas kształtuje. I to w stopniu większym, niż nam się zdaje!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bieg po zdrowie

niedziela, 27 stycznia 2013 10:22

   Ostatnimi czasy zaroiło się na chodnikach od biegających, lub truchtających o kijkach ludków. Lato, zima, rano, wieczór. Mróz, czy upał. Biegają gdzie i rusz. W większości to dziewczęta, kobiety, a o kijkach babcie. 

   Na ogół dość ładne i szczupłe (nawet te babcie szczupłe - czy ładne? Nie wiem, nie mój wymiar czasowy.).

   Jak żyję, to nie widziałem jeszcze żadnego, otyłego paszteta, któremu by się te biegi naprawdę przydały! Żadnego hipopotama, który by autentycznie gubił po drodze swoje kilogramy. Żadnej rozbujanej betoniary, żadnego potwora z hamburgerowej paszarni. No nigdy nic!

   Może one już tak długo biegają, że dawno schudły? Może żyję w za małym mieście, a może te otyłe salcesony jedyny ruch, jaki uskuteczniają, to: od kanapy do lodówki, ewentualnie do samochodu i makdrajwa? No i jeszcze lekkim truchcikiem do cukierni, po bajaderki. Nie za szybko - żeby przeciążone zwieracze nie puściły?

  No bo są tak tłuste (i przez to przebrzydłe), że wstydzą się pokazywać na ulicy, a przez ten wstyd żrą jeszcze więcej i bardziej tyją? 

  Też tak może być.

  By się nawet zgadzało, bo te grube nieraz widuję - ale nigdy w biegu! Nigdy w siłowni, nigdy na fitnesie, czy innych tych nowoczesno-liniowych duperelach (pracowałem kiedyś obok takiego klubu - więc widziałem kto tam wchodzi). Podejrzewam, że jest jakaś magiczna granica otyłości, powyżej której kobieta się zawiesza, staje się pasywna, obojętna, przestaje się przejmować swoim wyglądem i zaczyna dalej obrastać w tłuszcz.

  Tylko tak to mogę wytłumaczyć.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Płciowe rozdroże

sobota, 26 stycznia 2013 10:11

   Niedawno, jakieś pijane gówniary na moim osiedlu, wracając z impry, zdemolowały rząd samochodów. Niby norma.

   Naparzają się na dyskotekach, leją po ryju w parkach i szkołach. Wyzywają od kurew i szmat.

   Męskie się stały - w ramach unifikacji sexualnej.

   No norma.

   Feministkom jednak jeszcze mało! Babochłopy już same nie wiedzą, czego chcą, a faceci, zadowoleni jak po dobrym jaraniu, gejowacieją w szybkości wręcz nadświetlnej! Bez słowa skargi. Bez chęci buntu.

   Bo bunt, pojedynek, jest rzeczą normalną dla prawdziwego faceta, ale wyzwiska, bezmyślna agresja i szczegółowa, długotrwała pamięć o duperelach - to już cecha typowo kobieca.

   A to, jak się tak rozejrzeć dookoła, staje się normą dla obu, coraz mniej różniących się płci.

  Przestają się różnić nawet fizycznie! Ideałem kobiecości staje się płaska, długa i chuda chłopczyca. Faceci stają się wymuśkanymi pięknisiami. Charakterami, jak już wspomniałem, przestają się różnić całkowicie.

  Zresztą i tak wszyscy noszą spodnie - babki bywają jeno bardziej szczuplejsze.

  Nie ma już dam (więc nie szanujmy kobiet - nie musimy!), nie ma mężczyzn (więc nie dajmy się im sprowokować - to oni są bez honoru).

  Zrobiła się taka różowa, niestrawna melasa.

 


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

W drodze do sukcesu...

piątek, 25 stycznia 2013 12:34

 ...masz największą szansę na klęskę. Tym bardziej w tym uroczym, ściśniętym mrozem kraju. Rozumiem naukowców, czy tam artystów marzących o sukcesie - takim on się może naprawdę zdarzyć. Tacy mają jakiś promil szansy. 

    A reszta?

   Reszta w tym pięknym kraju musi liczyć na znajomości, plecy, układy i układziki. Tu nie ma czegoś takiego, jak przypadkiem znaleziona praca, praca życia i awanse za ciężką pracę. Możesz być super pracowity, inteligentny i błyskotliwy, ale na miejsce, które powinieneś zajmować, są już czyjeś rodziny, znajomkowie, kochanice i kochankowie. Zapomnij o urzędach! Zapomnij o mediach! Zapomnij o własnej firmie rozwijającej się od zera do kombinatu.

  Tu nie obowiązują amerykańskie standardy, tym bardziej standardy kapitalizmu. Polsce bliżej do feudalizmu, bo o tym, kim będziesz (lub bardziej - nie będziesz) decyduje najczęściej urodzenie. Tu tylko posłuszni mają szansę na bierne trwanie na stołeczkach.

   Z czego skwapliwie korzystają. 

  Tu wszelkie, normalne recepty na sukces , nie obowiazują. Tu jeno kłamstwo, lizusowstwo, intrygi, pogarda i tchórzostwo są w cenie.

  I to się będzie tylko pogłębiać, tak długo, jak będzie trwał ten chory system.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Białe szaleństwo

poniedziałek, 21 stycznia 2013 11:08

    Właśnie wróciłem z działki z naręczem bananów, koszem swieżych kokosów, pomarańczy i ananasów. Papugi pięknie szalały po niebie...

    To oczywiście mrzonka - ale to mi obiecali lewaccy ekolodzy (bo tacy zazwyczaj oni są), specjaliści od klimatu i totalnego ocieplenia!

    A tu co?

    Od paru tygodni patrzę za okno i widzę śnieg po horyzont. Wskaźnik termometru zatrzymał się w okolicach pięciu stopni. Minus pięciu stopni. Nie dość, że nie chce się podnieść, to opadł dziś jeszcze o pięć! Europa w śniegu, padało nawet na bliskim wschodzie!

   Czyli norma, jak na styczeń.

   A owi ekolodzy biadolą, jak to człowiek niszczy swoją ziemię. Chociaż oni nie uznają jej za naszą (to czyją?!). Pyszni aroganci są pewni, że my, maluczcy, mamy jakiś większy wpływ na tą planetę. Jednocześnie nami gardzą, wyżej od człowieka stawiając bezrozumne bydlęta.

   A dla naszej błękitnej planety, jesteśmy ino stadem żyjątek, demolujących czasami swoją okolicę. Żyjątek łatwych do usunięcia przez: tsunami, huragany, wulkany, trzęsienia ziemii (tej ziemii), susze, gradobicia i całą masę większych, lub mniejszych kataklizmów, trzymanych w zanadrzu.

  Pozostaje więc spokojnie czekać na wiosnę i liczyć w końcu na słoneczne lato (bo te ostatnie to jakaś popierdółka była!).

  Swoją drogą, nie rozumiem ludzi leżących plackiem na plażach i robiących z siebie skwarkę?

  Nie ogarniam tego!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Generacja tchórzy

piątek, 18 stycznia 2013 23:48

   Niedawno dwóch bliźniaków z Belgii zostało oficjalnie uśpionych, ponieważ zaczęli tracić wzrok. Wcześniej byli głusi, ale jakoś sobie żyli, jednak myśl o utracie następnego ze zmysłów spowodowała u nich chęć odejścia z tego nienajlepszego ze światów.

   To jeszcze mogę zrozumieć.

   Trochę mną wstrząsnęła ich argumentacja: mianowicie byli ze sobą niesamowicie zżyci i wizja zerwania wzajemnego kontaktu odebrała im sens życia (po 44 lata mieli chłopaki).

   Co przypadkiem potwierdza moją awersję do bliźniaków. Od czasów podstawówki uważałem rodzeństwa xero za jednostkę chorobową. Nie znam żadnego rodzeństwa jednojajowego, w którym przynajmniej jedno z nich nie miałoby jakiegoś skrzywienia psychicznego! A te przypadki z wczesnej młodości przyprawiały mnie o mdłości. 

   No bo jak można odbierać nierozstających się, identycznych braci? To dla mnie gorsze od homsexualizmu.

  Druga sprawa, że uśpiono ich legalnie, w majestacie prawa (?!). Czym to się różni od ludobójstwa i hitlerowskiej eugeniki - doprawdy nie wiem!

  Ale chodzi mi o to, że współczesne, bogate i wygodne społeczeństwo, żyje sobie w miarę beztrosko, nie spodziewając się ni śmierci, ni chorób, ni wypadków. Pieprzą się bezmózgo, żrą, chleją, ćpają, chachają i bujają się w rytm prostej muzy. Czasem - jak w Polsce - zapierdalają jak roboty, na zachodzie ledwo coś robią, w większości się opierdalają. Najważniejsza jest dla nich przychylność przyjaciół, których zazwyczaj nie mają, bo żyją w egoistycznych gniazdach, oderwani od społeczeństwa. Kontakty międzyludzkie są na pokaz, płytkie i bezwartościowe. 

  A kiedy zaczyna coś szwankować, wtedy wypadają z tej pozornej społeczności i idą umierać.

  Bez walki. Nawet bez woli tej walki! Bez wiary, bez nadziei, bez miłości...

  Nowy, wspaniały świat z nędzną parodią ludzi, nie potrafiącą stawić czoła nawet swoim własnym słabościom.

  I tak horror stał się faktem...


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Oświecona ciemnota - czyli rzecz o racjonalizmie i naukowych osłach

środa, 16 stycznia 2013 19:45

   Do 1803 roku naukowcy traktowali doniesienia o spadających z nieba kamieniach (czyli meteorytach), tak jak dzisiejsi traktują doniesienia o UFO. A nawet gorzej! Dzisiejsi chociaż czasem biorą się za badania owych fenomenów i nawet czasem przyznają, że nie wiedzą z czym mają do czynienia. Tamci wyśmiewali w czambuł teorię o gościach z kosmosu, bombardujących regularnie naszą planetę (czasem nawet dość destrukcyjnie - uczcijmy minutą ciszy dinozaury). Tak aż do owego roku, gdy deszcz meteorytów nie spadł pod stopy pewnego członka Francuskiej Akademii Nauk.

  Istnienie meteorytów, chcąc - nie chcąc, zostało naukowo uznane (co nie przeszkadzało im realnie istnieć od milionów lat).

  Mniej więcej w tym samym czasie dokonywał się olbrzymi postęp w medycynie. Studenci i profesorzy, ludzie światli i uczeni, masowo uczestniczyli w sekcjach zwłok, by potem z niemytymi rękami odbierać porody od prostych kobiet. Efektem była gorączka połogowa, zabijająca nawet 1/5 rodzących w szpitalach!

  Tudzież strach owego prostego ludu przed szpitalami - wyśmiewany oczywiście przez światłych medyków.

  Dopiero niejaki Ignaz Semmelweis , wprowadzając antyseptykę, zakończył ów naukowy taniec ze śmiercią.

 Jeszcze niedawno, równie niedorzeczna wydawała się dla naukowców teoria o istnieniu w kosmosie miliardów planet. Nie wspominając już o tym, że przynajmniej niektóre z nich muszą być wyposażone w życie (także rozumne)!

  Dziś wiemy że istnieją. Życia co prawda jeszcze nie potwierdzono, ale to tylko kwestia opracowania odpowiedniego napędu, pozwalającego penetrować kosmos. Bo rakietami to możemy strzelać co najwyżej w sylwestra. Ewentualnie w innych (uznanych za wrogich) ludzi.

  Takich poślizgów nauki bywało wiele i wciąż wiele ich bywa. Począwszy od starożytności, a i w przyszłości niejeden szanowany dziś naukowiec, będzie przykładem kompletnego idioty. Niejedna dziś uważana za pewnik teoria, okaże się kompletną bzdurą.

  Kwestia postępu (naukowego oczywiście).

  Najgorsze, że ci racjonaliści są niereformowalni - wierzą tylko w to, co dotkną i zbadają, całą resztę wykreślając z rzeczywistości !!!

  Wyedukowane ofiary, niczym ludki z Matrixa.

  Nawet nie pojmą, czemu mi ich żal...


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Cechy narodowe

poniedziałek, 14 stycznia 2013 12:06

  Szerzy się taki pogląd, że nie można mówić o cechach narodowych, bo to zbytnie uogólnienie, fantazja wręcz. Zakłada się, że ludzie są ludźmi, a coś takiego jak zachowania charakterystyczne dla danego narodu nie istnieją.

  To mylny pogląd.

  To, w jakim środowisku się wychowujesz, gdzie mieszkasz, ma na ciebie wpływ. Począwszy od rodziny, otoczenia, a kończąc na całym kraju. Ludzie w różnych miejscach różnie się zachowują, mają różną kulturę, wierzenia, tematy tabu, róznią się spożywanym pokarmem, pitymi trunkami, inni są ludzie mieszkający w pokomunistycznych blokowiskach, a inni od pokoleń mieszkający w stałym otoczeniu (na przykład mieszkańcy wsi, czy innych osiedli). Klimat też oczywiście ma wpływ - inaczej się zachowują ludzie żyjący w klimacie podzwrotnikowym, inaczej mieszkańcy podbiegunowej zmarźliny.

  Także istnieją cechy narodowe, ale NABYTE. Można to łatwo zweryfikować, podróżując po świecie, żyjąc w oderwaniu od swojego gniazda. Częste przebywanie daleko od domu, w różnych krajach, też człowieka zmienia - i to na ogół na lepsze.

  A co z nami - Polakami?

  Na pewno nie jesteśmy głupkami - taka cecha narodowa nie istnieje. Głupkiem można być indywidualnie, lub można być głupkiem pozornym - gdy nie masz odwagi głosić prawdy i dostosowujesz się do innych głupków. Polska, począwszy od drugiej wojny, przez 50 lat komunizmu, a i po tej pozornej zmianie systemu, jest plądrowana moralnie, ekonomicznie i społecznie. Tu wyrywano kwiaty, sadząc na ich miejsce chwasty. Polacy w którymś momencie, załamani, stracili nadzieję i przestali walczyć. Zamienili się w drobnych cwaniaków usiłujących jedynie przewegetować swoje życie.

  Bo niczego innego się już nie spodziewają.

  I to mnie smuci...


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

W oparach niewiedzy

sobota, 12 stycznia 2013 10:46

  Media nam zdziadziały już kompletnie. Praktycznie wszystkie. Dokładnie chodzi o informacje. Od dłuższego już czasu przestaliśmy być informowani o tym co NAPRAWDĘ dzieje się na świecie, tudzież w Polsce. Dziennikarze nasi poruszają się stadami, niczym sępy i niezależnie od tego jaką stację RTV reprezentują (tudzież pisma upadające nieuchronnie) rzucają się wszyscy na to samo, nawet jeśli to najgorsze gówno niewarte wzmianki. 

   I wałkuje się takie gówna do porzygania, na starej szkolnej zasadzie: kto pierwszy przestanie - ten frajer!

  Stąd na przykład przeświadczenie mediów, że Polacy żyją polityką i ciągłe robienie z polityków gwiazd, mędrców (!), celebrytów, a z ich nic nieznaczących przepychanek i pyskówek megaafer i skandali.

  Polacy tak naprawdę mają politykę w ciemnej dupie i żałują bardzo, że niejaki Brunon, odmalowany terrorystą na skalę co najmniej Al Kaidy, był jeno niegroźnym pozerem. Jestem pewny, że co najmniej połowa pozostałego jeszcze w kraju społeczeństwa, bez wahania wcisnęłaby czerwony guzik, wysyłający rządzących w kosmos (tudzież całą warszafkę).

  Śmiem nawet twierdzić, że pod względem informowania jest gorzej niż za peerelu!!! Wtedy informacje dzieliły się po równo: te z kraju i te ze świata. To nic, że były podawane subiektywnie i tendencyjnie! Można było się domyślić, że prawda jest ukryta - ale jest.

   Teraz jeno pogoń za tanią sensacją. Najlepiej miejscową. Stadna pogoń. Taki marsz lemingów.

   A takim punktem kluczowym w tym zjeździe dziennikarzyn na dno, była śmierć niejakiego JP 2. Przez okrągły tydzień nie byłem się w stanie dowiedzieć, co się działo na świecie i w kraju!!! Wszystko było, za przeproszeniem - zajebane - żałobą i miesiące wcześniej przygotowanymi wspomnieniami o tym, cokolwiek wielkim, człowieku. Każdy dziennikarzyna i polityk stał się nagle świętojebliwy, media rozmodlone, a ja odcięty od świata i kraju!

  I tak to trwa do dziś...


Podziel się
oceń
12
2

komentarze (6) | dodaj komentarz

Muzyczne piekło

piątek, 11 stycznia 2013 10:37

   Od jakiegoś czasu furrorę robi utwór: "Ona tańczy dla mnie" , discopolowego zespoliku o obiecującej nazwie - Weekend. Obił mi się już wcześniej o uszy ten kawałek, ale zlałem go, jak resztę tego szajsu.

   A Polska w tym czasie oszalała cała!!!

  Pegieery, półgłowi robotnicy, ćwierćgłowe urzędaski usiłujące robić wrażenie lepszych ludzi, dresy, blachary, kibole, więźniowie...

  Pamiętam, jak parę lat temu w jednej z firm, w której wtedy pracowałem, nagle jakby jebło ludzi w czaszkę. Wszyscy chodzili, nucili i gibali się w rytm niejakich "Czarnych oczu". Ja dość długo zachodziłem w głowę: czy oni wszyscy byli na jednym weselu? Ta piosenka kojarzyła mi się jeno z weselnym rzępoleniem. Potem się dowiedziałem, że to niejaki Delfin z Iwanem wylansowali kolejne badziewie.

  Mnie zastanawia, jak oni znajdują takie "przeboje" ?!

  Owszem - im prostszy ludek, tym ma większe, głośniejsze telewizory i większy pakiet kanałów (w tym te z dicho). Internet te półgłówki potrafią obsługiwać, ale internet wymaga poszukiwań - a na to są zazwyczaj zbyt leniwi. Mimo to, jakby zaprogramowani, co jakiś czas, masowo zaczynają wariować w rytm kolejnej zbrodni muzycznej!

  I to wszystko w kraju ongiś opanowanym explozją rocka, co zdawałoby się, powinno wykluczać wszelki "muzyczny"szajs ! To wszystko w kraju, w którym normalnie nie idzie wytrzymać - bo nic tu nie jest normalne.

   A to bydło dojebie cię jeszcze swoim disco polo...

 

 

   PS Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie rozwala: ci wszyscy wielbiciele tekno, disko, hiphopolo, dance, są kompletnie wyłączeni na inne dźwięki!

  Jakieś porządniejsze rytmy do zabawy (bo są takie - wystarczy poszukać!) powodują u nich co najmniej znudzenie i zmęczenie. Jakakolwiek ostrzejsza gitara działa na nich, niczym woda święcona na opętanego. Po prostu mają tryb on - na całe te skoczne, muzyczne badziewie i off na resztę.

  A tu moje poprzednie spostrzeżenia na tą kwestię:

 

http://typnegatyvny.blog.pl/2012/08/22/ludu-muzyka-rock-disco-klasyka/


Podziel się
oceń
6
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dupta co chceta! Rzecze owsik

czwartek, 10 stycznia 2013 14:12

   O Jurku Owsiaku i jego orkiestrze wypowiedziałem się już w zeszłym rocku, na moim poprzednim (zablokowanym) blogu:

    http://typnegatyvny.blog.pl/2012/01/08/dzis-oczywiscie-o-wosp/

   Zasadniczo nic się nie zmieniło w moich poglądach. W dalszym ciągu na widok ludzi z puszkami, mam ochotę włożyć im tam granat. Rzygam już dokumentnie televizją publiczną i jej propagandą (jakakolwiek by nie była!). Ale wróć - zmieniło się!

   Jest jeszcze gorzej. 

   Jest coraz biedniej. Coraz szybciej jedziemy na wózku zwanym socjalizmem, w kierunku totalitaryzmu (teraz cwanie ukrytego). Wolność i prawo jest już jeno pustym słowem. System szaleje, niczym lis po kurniku. Lud cierpi w pokorze i dziwnym spokoju, prawdziwy rock odszedł znowu do podziemia (który to już raz?).

   I na to wszystko znowu TVP wciśnie nam tego rozkręconego jak po amfie świra, z jakąś superideą niemożliwą do obalenia - bo jakakolwiek krytyka szczytnej (acz błędnej) w założeniu idei, uczyni automatycznie z krytykanta kwintesencję zła. Znowu nieświadome dzieciarstwo będzie popylać po ulicach, atakując sercami, niczym w walentynki. Znowu się będę musiał nawalić, by tego nie widzieć...

  A wszystko to ku uciesze systemu.

  Jurek, byłeś takim fajnym rockendrollowcem, czemuś mi to uczynił ?! Najgorsze, że na początku to było dobre. WOŚP była pożytecznym fenomenem, teraz jeno choduje pożytecznych (systemowi) idiotów.

  A to wszystko przez zasady! Jurek kiedyś obiecał, że orkiestra będzie grała do końca świata i dzień dłużej. I jako człek porządny i słowny będzie się tego trzymał do upadłego! 

  I nie przyjdzie mu do głowy, że tkwi w bagnie, które go coraz mocniej wciąga i nie ma dla niego opcji wyjścia - bo przecież obiecał... 


Podziel się
oceń
13
5

komentarze (4) | dodaj komentarz

A czemuś się synku jeszcze nie uożenił? Czyli wyjaśnienie kwestii oczywistej.

wtorek, 08 stycznia 2013 11:30

   Pytanie owo jest najpopularniejszym sposobem dręczenia młodzieży przez stare, najczęściej dalekie i rzadko widywane ciotki. Dla nich małżeństwo to normalny etap (teoretycznie najdłuższy) życia.

   Bo ongiś to się odbywało normalnie. Małżeństwo było układem, systemem skonstruowanym do zwiększenia możliwości przeżycia przez parę i ich potomków.

   Dopóki ludziska nie zaczęli się żenić z miłości - efekt: na jakieś 200 tysięcy ślubów rocznie w Polsce, przypada ponad 60 tysięcy rozwodów. Czyli średnio - statystycznie, rozpada się co trzecie małżeństwo. A tendencja jest rosnąca (w rozwodach) i malejąca w ślubach. Miłość ulotna bardzo jest (jeśli ktoś wierzy w tą mrzonkę oczywiście).

   Już kiedyś napisałem, że upadek demograficzno - społeczny naszego kraju jest TYLKO I WYŁĄCZNIE zasługą polskich kobiet ! To wyliczę pokrótce, coby była jasność:

  • Babska nasze są kompletnie oderwane od rzeczywistości ekonomicznej - szukają partnera, który obsypie je szmalem i prezentami. I będzie tak sypał aż do grobowej deski... W Polsce, gdzie życie  jest droższe od pensji, a już samo znalezienie dobrej pracy graniczy z cudem, nie wspominając o mieszkaniu, które jest niedostępne, niczym skarby piratów.
  • Gdy babsko, nie daj Boże, ma wykształcenie wyższe, jest raczej pewne, że zostanie starą panną: bo żaden nie godny, a ona "uczona" i kudy jej tam do roli matki i kury domowej (o żonie nie wspominając)!
  • Nasze krajanki przyjęły bez zastrzeżeń teorię równouprawnienia i domagają się wszystkiego! Facet ma zarabiać, sprzątać, niańczyć niemowlaki, itp. Oczywiście przy tem nie pyskować i nie prowadzić życia prywatnego. Jednocześnie nie zrezygnowały ze swoich przywilejów: mamy je wyręczać w wysiłku, bronić (mimo że agresywnością już dawno nas przerosły) czcić i hołubić! Mamy być dla nich tłem i cichym podnóżkiem. Takie xiężniczki rodem z pegieeru.
  • Jako że żyją rozwiąźle, w zgodzie z teorią wolnej miłości (czyli puszczają się i kurwią na hektary), rzadko który z nas jest pierwszym partnerem swej lubej. A one o swoich pierwszych nie zapominają. NIGDY! 
  • Nieszczerość, jakieś dziwne fochy, przyprawianie rogów, niemożność normalnej komunikacji: w tym specjalizują się Polki i jest to fenomen na skalę światową!  
    • No ale jest nadzieja: wystarczy sypnąć takiej szmalem, dobrze wydymać i jedzą wtedy dobrodziejowi z ręki. Można nawet je wtedy wiązać na smyczy i zakładać kaganiec. Ale to też do momentu, aż się nie znudzą. A nudzą się szybko.
    • Może już wystarczy, bo zaczyna ze mnie wyłazić mizoginizm...

Podziel się
oceń
3
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

Trochę o rock & rollu

niedziela, 06 stycznia 2013 12:41

   Jako, że swoje lata mam, pamiętam śmieszną sytuację z podstawówki. Na lekcjach muzyki uczono nas oczywiście o muzyce poważnej, trochę było w podręcznikach o dżezie, coś tam nadmienione o bitelsach i tyle... 

   A to były lata 80 !!! Explozja polskiego rocka (głównie w nurcie - punk). Wysyp muzyki, którego w tym kraju nigdy nie było, nie ma i nie będzie! Na świecie też nie było gorzej - muzyka poważna poszła dokumentnie w odstawkę zastępiona przez rock, pop, rap, disco i cokolwiek tam jeszcze. No ale system owy, socjalistyczny, pewnych oczywistych rzeczy nie przyjmował do wiadomości. Podobnie jak dzisiejszy.

   Na szczęście było radio, krążyły kasety, można było bez problemu przejść na właściwą stronę muzycznej mocy. Nawet bez internetu.

  Rock to prostota. Rock to szczerość. W rocku wystarczy gitarzysta, basista, perkusista, wokalista, parę akordów, głośniki na full i można jechać ! Nawet może być trzech: jak w Motorhead, czy Nirvanie. Czasem przydają się klawisze, jak w Type O Negative. Tam wokalista i jednocześnie basista był tak niepowtarzalnym rdzeniem zespołu, że po jego zgonie nie dało się go już zastąpić (podobnie zresztą jak w Nirvanie) i zespół rozwiązano. AC/DC po śmierci Bona Scotta znalazło nowego wokalistę i po początkowych oporach fanów, ta rockendrollowa maszynka ruszyła dalej. Czasem może być więcej gitar - nawet trzy, jak w Iron Maiden! I tak jak w tym zespole, wokalista - Bruce Dickinson , może spokojnie, bez komplexów stanąć ze swoimi warunkami wokalnymi obok śpiewaków operowych. Podobnie jak Rob Halford z Judas Priest i cała rzesza innych.

  Nawiasem mówiąc, Dickinson jest idealnym przykładem dla przeciwników aborcjii: jego nastoletnia matka próbowała go wyskrobać, ale coś nie wyszło! I tak ocalał geniusz...

  A dla zwolenników śpiewania po angielsku (czyli pozerskich beztaleńć z ambicjami światowymi), są tacy co potrafią zrobić z tym językiem cuda!

  Dla mnie zawsze numerem jeden będzie Lech Janerka. Niepowtarzalne texty, orginalna muzyka. 

  Niezgorszy poeta to Tomasz Budzyński i jego Armia. To na jego koncertach, pierwszy raz w Polsce zaczęto tańczyć pogo!

  Jest jeszcze orginalne do bólu Lao Che ze Spiętym, jest zbuntowany wiecznie Kazik z Kultem, jest psychodeliczne Pogodno. Jest ich od cholery. Polski się nadaje do śpiewania. Nie trzeba nas katować angolskim - od tego są angole (no chyba, że nazywacie się Acid Drinkers).

   


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Panie zmiłuj się !!!

czwartek, 03 stycznia 2013 19:40

   Po Ukraińsku to nawet lepiej brzmi: Hospody Pomyłuj ! Ale do rzeczy.

   Ktoś niedawno wyskoczył z hucpiarskim pomysłem nazwania tego nowego, 2013 roku, rokiem Edwarda Gierka... Przy okazji pokazano uwielbiających go, starych ludków (stawiają mu pomniki i nazywają WCIĄŻ jego imieniem ronda i ulice). Otóż urodziłem się w latach jego panowania, więc się wypowiem. Oczywiście, jak zwykle, obiektywnie.

   Ludzie w Polsce dzielą się prosto (bo są prostakami). I tak na przykład moja matka, urodzona w latach 40 (moje "ulubione" pokolenie) twierdzi, że komuna, peerel i cały ten czerwony szajs był totalnie zły (tu ma rację), więc to co jest teraz, jest dobre i już! I nie przegada jej za cholerę, że przeszliśmy z jednego gówna w drugie!

  Kolega z mojego rocznika chciałby powrotu komuny z jednego powodu: wtedy była praca. Umysł kolo ma prosty, więc tłumaczenie mu pewnej prawdy nie ma sensu. Otóż ówczesny system od tamtego różnił się drobnostką: wtedy robotę mieli wszyscy, ale była to robota ekonomicznie bezsensowna i skazana na bankructwo (które naturalną drogą rzeczy nastąpiło w 1980 roku). Dziś pamiątką po tym systemie jest cała armia pasożytów, utrzymywanych przez produkującą i zarabiającą uczciwie mniejszość, o których wcześniej wspomniałem na tym blogu (nauczyciele, kolejarze, urzędasy, górnicy, rolnicy i inne tego typu cwaniaki).

  Z kolei ze zdumieniem zauważam, że duża część młodzieży, nie mająca grubszego pojęcia o nędzy tamtego systemu, odbiera go co najmniej pozytywnie! Patrząc na to, jak beznadziejnie jest teraz, słuchając opowiadań zachwyconych swą młodością rodziców i dziadków, nie zdają sobie sprawy, że mogło być gorzej niż teraz. Że komuna była kwintesencją zła i absurdu, jakkolwiek by chwilami nie wyglądała.

  Ale najgorsze i najbardziej przerażające w tych trzech grupach, jest to, że oni nie zdają sobie w ogóle sprawy, że może być zwyczajnie normalnie !!!

  Dla nich istnieją tylko dwa stany rzeczy! Wtedy i dziś! Nic więcej !!!!!!!

  Wiedziałem, że głupota nie ma granic, ale że potrafi dogonić samą siebie i się powiększyć, to już mnie ścięło z nóg...

   Hospody Pomyłuj! 


Podziel się
oceń
2
2

komentarze (4) | dodaj komentarz

Starcy u bram !

środa, 02 stycznia 2013 18:13

   Bywając ostatnio w przychodni, za każdym razem natykam się na jej stałych bywalców: zdrowe jak rzepy zagony babć i staruszków, traktujące owy przybytek lecznictwa, jak klub seniora. W krajach zaodrzańskich (czyli bogatych) ludzie w ich wieku zwiedzają świat, albo dożywają swych dni pod palmami. O chorobach dowiadują się w ostatniej chwili, leżąc w szpitalu i czekając na śmierć, lub eutanazję.

  Ale ci nasi starcy są aktywni w różnych innych, na ogół dziwnych dyscyplinach:

  • Słynne babcie autobusowe , będące utrapieniem całej komunikacji publicznej!
  • Wracając do kwestii zdrowia: tonami wykupują leki w aptekach, spędzając tam równie wiele czasu, co w przychodniach i tej lekomanii uczące swoich potomków.
  • Są aktywni publicznie, ale to nie ta pozytywna, produktywna aktywność - to zazwyczaj zwyczajna upierdliwość (każdy z nas zna jakiegoś starca, co zwyczajnie wkurwia).
  • No i najważniejsze! Nie znając się kompletnie na polityce (czy to z wrodzonej głupoty, czy ze starczego otępienia umysłu, czy z obydwu razem), są wyjątkowo aktywni w tej dziedzinie! Oczywiście WSZYSTKO wiedzą (z wszystkich mediów - z pominięciem internetu). Walczą, głosują, dyskutują (ulubiona część wyborców dla polityków - bo durni, zawzięci i uparci) no i gardząc mądrzejszymi od siebie (czyli wszystkimi młodszymi) wciąż nie pozwalają temu krajowi wyrwać się z uwięzi systemu i ulecieć ku szczęściu.

   No i są uciążliwi ekonomicznie - zazwyczaj mają nadwyżkę pieniędzy, które tracą na kompletne pierdoły.

   Zarzucicie mi zaraz, że przecież emeryt biedny! 

   Bardziej skąpy - to oni są głównymi klientami tych szemranych firm sprzedających garnki gotujące bez wody, cudowne kołdry, lampki i inne pierdoły (wszystko za tysiące złociszy!). To oni zbudowali bazylikę w Licheniu, to oni utrzymują ojca dyrektora, no i to oni w końcu wychowali pokolenie ciap, wychowujących swoje ciapy, które niczego w tym kraju nie ruszy i nie zmieni.

   Bo debilom dobrze - z pokolenia na pokolenie i za cholerę nie zrozumieją, że są jeno uległym, dojnym i rzeźnym bydłem...   


Podziel się
oceń
2
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

Genius Loci kontra Matrix, z 6 zmysłem w tle

wtorek, 01 stycznia 2013 12:27

   Są racjonaliści, naukowcy, ludzie umysłów tak ścisłych, a właściwie ściśniętych, że cieknie z nich sok prawdy i mądrości i pada na ziemię czyniąc błocko...

  Rozwlekłem się z lekka, więc ci naukowcy stawiają na nasze 5 , jakże niedoskonałych zmysłów i dodatkowo dołączają jeszcze swoje szkiełka i oczka. I tym ogarniają świat, kosmos, wszechświat...

  Wszystko co jest poza zasięgiem ludzkich narządów i przyrządów technicznych uważają owe wielkie (acz ściśnięte) umysły przynajmniej za nieistniejące: nie ma dowodów, nikt nie widział - znaczy może być, ale w sumie mają to daleko w swojej naukowej dupie.

  A co do zmysłów: jak wszyscy wiemy, łączą się one w mózgu naszym, gdzie są przetwarzane, magazynowane, wydalane, cięte, szatkowane, łączone, itd, itp...

  Na dobrą sprawę, można by podpiąć sam mózg pod jakiego kompa i stymulacją stwarzać mu pozory normalnego życia. Teoretycznie (a nawet fragmentarycznie - praktycznie) możliwe.      

 Stąd też popularność używek. Alkoholików i palaczy ziela przytłacza świat na trzeźwo (zwłaszcza ludzie) - więc się wyłączają. Durni, racjonalni ćpuni szukają świata lepszego, zwanego wyższym stanem świadomości (tylko chyba sami nie wiedzą dobrze: po co?) - więc się przełączają.

 A wystarczy na trzeźwo, ZUPEŁNIE trzeźwo wchłonąć to, co nas otacza (najlepiej żeby było piękne), by stwierdzić, że jest tam coś, czego nikt ci nie podłączy do mózgu wszelakimi elektrodami, nie znajdziesz tego w wyimaginowanych światach, ani tym bardziej w pustce.

 Tego czegoś nie musisz od razu, górnolotnie nazywać Bogiem, Duchem, czy jak podobnie.

 Wystarczy zwykłe: Genius Loci  .

 A czemu o tym piszę? Otóż czeka mnie powrót (wymuszony cokolwiek) do stanu (niekoniecznie znowuż maxymalnej) trzeźwości, który opuściłem sporo lat temu w obawie przed totalnym zeschizowaniem...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 28 lipca 2017

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Jedni mówią, że to nowy, "lepszy" świat, inni - że to nowe średniowiecze, ja na to wszystko patrzę i na przemian śmieję się i zastygam w przerażeniu...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 29142

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Sport

Pytamy.pl