Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Proszę śmiało klikać!

piątek, 18 października 2013 12:55

Samozniszczenie w pięciu aktach

sobota, 12 października 2013 21:27

    Żeby pojąć, czemu jest tak, a nie inaczej, potrzeba tylko przeczytać raptem pięć książek! I to ogólniedostępnych!

    Dwie pierwsze zostały napisane przez błyskotliwego Lecha Jęczmyka z cyklu: "Nowe Średniowiecze". Opisują one sytuację globalną, gdzie nasza, europejska (tudzież amerykańska) cywilizacja, samospuszcza się w sedesie levactwa, politpoprawności, promocji zboczeń, zwykłej głupoty, strachu, obłudy,  itp...

     Ten starszy pan pisze to językiem prostym, konkretnym i kulturalnym (w przeciwieństwie do mnie). Jestem do niego i jego dwóch niezwykłych dzieł pełen szacunku i podziwu. Opis samozniszczenia najdoskonalszej dotąd cywilizacji (naszej - białych ludzi), nie pozostawia złudzeń i nadziei. Pozostaje tylko pytanie: co będzie potem (czyli zaraz)?

     Dwie następne dotyczą naszej krainy i zostały napisane przez równie błyskotliwego, acz młodszego publicystę: Rafała Alexandra Ziemkiewicza , zwanego dalej w skrócie RAZem. Jego "Michnikowszczyzna" i "Polactwo" wyjaśnia dobitnie i bezdyskusyjnie jak daliśmy się zrobić w jajo po 1989 roku i pozwala zrozumieć, czemu lecimy po równi pochyłej w dół ( w skrócie dlatego, o czym nie raz wspominałem - że większość tego narodu w prywiślańskiej krainie, to tchórze i idioci!).

    Ale rozbiła mnie i załamała ostatnia książka, którą jeszcze czytam, mianowicie "Obłęd 44" Piotra Zychowicza - najmłodszego z tej trójcy odważnych geniuszy. Czytam to powoli, bo prawda tam w końcu  po 50 latach wypowiedziana, wręcz fizycznie boli!

    Boli to, że ponosimy konsekwencje błędów sprzed prawie 70 lat! 

    I te błędy zostały dosadnie opisane i udowodnione, ale najgorsze jest walnięcie na odlew faktem, że jako jedyni przegraliśmy z kretesem II Wojnę Światową i dopuściliśmy się największego aktu kolaboracji: z sovietami. Masowo Polacy dostali wtedy czerwonki i do dziś nie mogą się z niej wyleczyć.

    Jak ktoś nie wierzy, to jak Polska długa i szeroka pełno jest obelisków i cmentarzy naszych zdobywców - tych z czerwonymi gwiazdami. Nikt ich nie burzy, nie wydłubuje tego ruskiego ścierwa z NASZEJ ziemi, a wręcz przeciwnie - składa się tam wieńce i pilnuje, by nikt nie zbezcześcił tego gówna!

    Hańba, hańba, hańba...


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Dziki wschód

czwartek, 10 października 2013 10:52

    Za oknem złota, piękna i naprawdę ciepła jesień. Wychowany w depresji, wczoraj znowu ją odwiedziłem. Pierwsza obserwacja: za Wisłą zaczyna się naprawdę inny świat! Poprawił się znacząco stan infrastruktury, wyładniały budynki, ale coś się zmieniło także na minus. Pamiętam pola pełne o tej porze roku traktorów, ubłocone, dziurawe drogi zużywane przez transporty buraków i innego rolniczego badziewia...

    A teraz nic!

    Przez prawie 50 kilometrów jazdy przez owe żyzne ziemie, z rzadka mijały nas samochody (a droga była jedną z głównych!), gdzieś tam pojawiały się od czasu do czasu drogie maszyny rolnicze i potężne, nowe ciągniki (dopłaty z UE). Wsie wyglądały na wyludnione (a było to po 8 rano), nie widać było starców, kobiet i dzieci - także w szkołach! Nie działo się nic.

    Nie było tam nikogo...

    Nie było ich w polu, nie byli w szkołach (podejrzana cisza i spokój w paru mijanych placówkach pedagogicznych), nie byli na plaży (już za zimno), nie byli w pracy (bo tam takowej nie ma), nie byli w kościołach - bo każdy ma te świątynie (razem z obsługą) coraz mocniej w tyle, nie było ich w domach (nic tam się nie ruszało), w obejściach, chodnikach, na spacerach...

    Na miejscu dowiedziałem się, że spora część mieszkańców (tych najmłodszych, najodważniejszych i najsprytniejszych) wyjechała za chlebem z kraju. Czasem nawet dotyczyło to połowy członków rodziny (czworga z ośmiu dokładnie). Niedaleki Elbląg wyludnił się w sporym procencie na tej samej zasadzie. Pozostali: emeryci, renciści, właściciele ziemscy i przedsiębiorcy jeszcze sobie radzący ze swoim (najczęściej drobnym) interesem.

    Reszta odleciała w dal.

    Co i tak nic nie zmienia w trudnej sytuacji tego kraju!

    Właściwie to zmienia się - ale jeszcze na gorsze!!!

 

 PS     Te wyludnienie to naturalny proces. Pustoszeją regiony peryferyjne, ekonomicznie i gospodarczo niewydolne. Ich mieszkańcy zasilają centra miast i zagranicę, a ci zasiedli w miastach, dla odmiany wyprowadzają się na ich peryferia. Czasem nawet dość niesamowite! Są miejsca dookoła tego mojego, małego Tczewa, w których powstają nowe budynki miastowych dorobkiewiczów, a do których nikt by mnie nie zaciągnął nawet wołami! No ale tu znów muszę zacytować mojego nieocenionego chrześniaka, który stwierdził krótko, że typowy Polak, to rolnik i pasterz, który nie zagrzeje miejsca w mieście, bo ciągnie go do swojego naturalnego ekosystemu: w pole.

 

 

 

    Przypominam, że niedługo uruchomi się autonomiczna strona:  http://zabojczamielonka.pomorze.pl/ . 


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O kucharzeniu słów kilka

poniedziałek, 07 października 2013 7:30

    Z przyrządzaniem posiłków jest jak ze śpiewaniem. Większość się do tego nadaje lepiej, lub gorzej, jest wąska grupka, która robi to genialnie i druga, równie wąska, która absolutnie nie może tego robić. Przyjęło się, że w związkach damsko-męskich kuchnia staje się domeną pań. Nie jestem za, ani przeciw. Jest mi to obojętne (choć podobno najlepsi kucharze to w 100% faceci?).

    Ostatnimi czasy panuje tendencja (podsycana przez gwiazdujących kucharzy) robienia cudów w kuchni wszelakich!

    I to jest błąd.

    Kucharzenie, tak jak inne profesje, wymaga praktyki. Najpierw powinno zaczynać się od potraw najprostszych typu: ten nasz schabowy, kurczak, bigos, itp. Najpierw trzeba się nauczyć robić prostą jajecznicę, by móc się zabierać za najprostszego omleta (a to też sztuka!). Potem w miarę przyzwyczajania się do garów można przechodzić do kombinacji. Naprawdę jest sporo przykładów dochodzenia do mistrzostwa tą długą drogą! Z drugiej strony kucharzenie sprawia przyjemność (przynajmniej dla mnie) i po co się spieszyć, jak ma się długie lata na doskonalenie tej podstawowej czynności życiowej?

    A teraz wszyscy gdzieś niepotrzebnie pędzą! Chcą być szybko doskonałymi!

    A tak się nie da.

    Niedawno była moda na pieczenie chleba w domu. Według przepisów z babskich pism (!). Małżonka kolegi pokłóciła się przez to z teściem, który stwierdził, że woli pieczywo z miejscowej piekarni. Miał rację - sam próbowałem tego zakalca. Inne kombinują (same - a jakże!) z pieczeniami, leczo, pierogami, Bóg wie z czym jeszcze! Na ogół okazuje się to niejadalne, czasem się uda i jest smacznie. Próbować trzeba.

    Ale bez przesady! Znaj umiar i pokorę i zachowaj spokój i cierpliwość!

    Bo kuchnia to najważniejsze pomieszczenie w domu obok łazienki (znaczy głównie WC), więc należy do niego wchodzić z szacunkiem. A samemu, według instrukcji, to cokolwiek ciężko zrobić. Po to są nauczyciele i mistrzowie, by patrzeć nam na ręce i mówić co robimy nie tak.


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Autyzm, wszędzie autyzm!

niedziela, 06 października 2013 10:06

    Mam w rodzinie jednego autystę. Nastoletni, kompletnie niekontaktowy i nieporadny. W zgodzie z obecnymi standardami uważa się autystów tylko za wadliwych, czy cuś, ale tak naprawdę to porządne upośledzenie umysłowe! Nikt mnie nie przekona, że ktoś nie mogący samotnie funkcjonować, wyjść za próg domu, wypróżnić się, itd, jest w pełni sprawny, tylko że trochę uszkodzony!

    Oni są jak jeden niepełnosprawni umysłowo!

    Ale nie tylko oni...

    Patrząc dookoła widzę samych autystów. Apatyczni, często zadowoleni ze swojego nędznego stanu bytu i posiadania - co jest cechą właściwą dla idiotów. W praktyce ciągle narzekający - ale tak po cichu, miedzy sobą, po odpowiedniej dawce promili. Są bardzo łatwi do opanowania - wystarczy że któryś z ich panów i właścicieli huknie na nich, a spylają z podkulonym ogonem! Więc bunt społeczny na taką skalę, co na zachodzie, lub w krajach arabskich jest tu praktycznie niemożliwy. Posłuchali polscy pachołkowie mediów, które wcisnęły im do pustych łbów, że agresja, a już parę kropli krwi utoczonych ze swoich ciemiężycieli, to nieludzkie, niepostępowe i głupie!

    To bardzo ludzkie!

    Gdy po moim obejściu kręcą się chamy, zboki i złodzieje to trzeba dać im w łeb, lub nawet odstrzelić! Samo powiedzenie: "Nie!" już tu nie pomoże. Samo narzekanie nie zrobi na nich ŻADNEGO wrażenia.

    Ale ci prostacy zwani moimi rodakami, nie są zdolni do męskich działań. Oni są uzależnieni od prawd z ekranu TV i nawet płacą abonament za ubogą i niesprawną TVP! Mimo że do wyboru jest internet i przynajmniej 100 kanałów kablówki. Oni segregują pokornie śmieci - bo taki był prikaz z Bruxelki (już widać że ten system się nie sprawdził, no ale wielkie koncerny śmieciowe nałapały zleceń, więc je utrzymujcie frajerzy i bawcie się w segregowanie na swych paru metrach kwadratowych!). Oni regularnie głosują na bandę czworga - bo bez pana nie mogą istnieć! Oni uwielbiają tyrać za marne grosze, często na dwóch etatach i uznają to za normę i poważne podejście do życia!!!

    Oni nawet w najmniejszym stopniu nie przypominają dawnego, dzielnego, polskiego narodu. Oni coraz bardziej robią się podobni dojnemu bydłu na zagrodzie...

 

PS Ludzi z zespołem Downa uznaje się oficjalnie za niepełnosprawnych umysłowo, mimo że w większości są w stanie poradzić sobie w życiu (oczywiście w stopniu podstawowym), zaś kompletnie nieporadnych autystów uznaje się... no właśnie za co?!   

   

    Przy okazji, już niedługo zaczynam działalność na własnej stronie pod adresem: http://zabojczamielonka.pomorze.pl/ . Wszystko pozostanie właściwie bez zmian.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

W kamasze hej rezerwa!

czwartek, 03 października 2013 13:03

    Któryś z naszych genialnych polityków, czy tam generałów, rzucił pomysł o przywróceniu powszechnej służby wojskowej. 

    Nie taki głupi znowu!

    Znając naszą historię i dość nieszczęśliwe położenie geograficzne, przerażeniem napawa mnie fakt kompletnego odcięcia naszych obywateli od broni palnej (tudzież odpowiedniego szkolenia w kierunku bojowym). W takiej nieodległej Szwajcarii, w każdej miejscowości jest magazyn z bronią, a każdy obywatel to potencjalny (chociażby minimalnie przeszkolony) żołnierz, który w razie konfliktu bierze giwerę w rękę i zajmuje z góry ustaloną pozycję.

    Efekt? Od ładnych paruset lat nikt nie śmiał napaść na ten górzysty, słabo zaludniony kraj - łącznie z Hitlerem!

    W trochę bardziej odległym, małym państewku zwanym Andorą, w każdym domu jest OBOWIĄZEK posiadania broni maszynowej. Pod groźbą kary!

    W Izraelu WSZYSCY (łącznie z kobietami) jego mieszkańcy to przeszkoleni żołnierze, a widok na ulicy człowieka z karabinem przewieszonym przez ramię jest dość powszechny.

    Jakoś dotychczas nie słyszałem, by w tych trzech najbardziej uzbrojonych społeczeństwach, dochodziło do jakichś strzelanin i tragedii? Podobnie w Kanadzie, w której ilość broni na głowę znacznie przewyższa tą w sąsiedniej USA. Jak trafia się świr, to w tejże ześwirowanej hameryce, lub ewentualnie mrocznej Skandynawii.

    U nas, zapobiegawczo, władza jest posrana na samą myśl posiadania przez obywateli broni palnej (pozostałości z PeeReLu i okupacji radzieckiej). Młode pokolenie, nieobjęte poborem, pistolety widuje jedynie u policjantów, a na samą myśl o strzelaniu, co drugi dostałby pewnie sraczki!

    Co dobrze nie wróży na przyszłość.

    Ale przy okazji tego pomysłu, przypomniały mi się lata dziewięćdziesiąte, w których to szczęśliwie ówczesnej służby wojskowej uniknąłem i kolesie, których ona nie ominęła, a z którymi pracowałem we wczesnej młodości i nie mogli się nagadać o owych dwóch latach służby, jakby byli przynajmniej na małej wojnie!

    A to była zwykła popierdółka...

    I cóż oni tak zawzięcie wspominali? Ano dręczenie kotów przez dziadów, absurdalne zadania wykonywane wbrew prawu, ale zgodne z panującą wówczas falą. A jakimi byli żołnierzami?

     Żadnymi!

     Potencjalne mięso armatnie nie mające pojęcia o wojnie, za to doskonale wytresowane w kompletnie absurdalnych czynnościach typu: szorowanie kibli szczoteczkami do zębów, perfekcyjne ściełanie prymitywnego łóżka, czy pastowanie badziewnych podłóg w równie badziewnych koszarach.  

      Dzisiejszym weteranom z Iraku i Afganistanu nie wiem czy byliby godni wiązać sznurówki?

    Tyle że tych weteranów i żołnierzy jest wciąż za mało jak na nasze, szczególne warunki, a z reszty społeczeństwa uczyniono jakąś pacyfistyczną, kompletnie bezbronną, żenującą trzódkę.

    Podsumowując: służba tylko dla wybranych, a szkolenie dla WSZYSTKICH! 

    Dopóki nie jest za późno, bo nasi sąsiedzi (ze szczególnym uwzględnieniem ruskich) to śmiertelnie niebezpieczne ludki, czego doświadczyliśmy ostatnio prawie 70 lat temu (ruska okupacja skończyła się właściwie ponad 20 lat temu!).

  


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Hej szable w dłoń!

środa, 02 października 2013 10:42

    Zacznę może od początku dla odmiany. Po zakończeniu II Wojny Światowej, 2 września 1945 (II Wojna była najkrótszą w historii: zaczęła się 1 września, a skończyła 2) przybyło nagle w Stanach Zjednoczonych od cholery zdobycznych szabel Made In Japan, co odbiło się na centrum kinematografii, zwanym dalej Żydowood. Zdobywane masowo na samobójcach - samurajach spowodowały, że biała broń od tej pory kojarzyła się jankesom przede wszystkim z tymi ni to mieczami, ni szablami. Widząc precyzję wykonania owej dziwacznej broni, nabrali przekonania, że jest ona jednocześnie najdoskonalszą. 

     I tak trafiła na ekrany kin i rozpowszechniła się na świecie! Nawet nasz Wiedźmin popylał z takową i ciężkim mieczem! Poza tym wszędzie można kupić szablomiecz ten samurajski jako ozdobę. Szable polską już ciężko!

     A była to najdoskonalsza broń biała w historii świata! Szabla huzarska powszechnie używana przez niepokonaną przez ponad wiek formację (co już stanowi wspaniałe referencje tej broni!), wyposażona w ustrojstwo o nazwie: paluch , sprawiające, że stawała się taka szabla przedłużeniem ręki (typowy samuraj natychmiast połamałby sobie ręce, chcąc wywijać tą swoją kataną, tak jak naszą szablą), zakończona obosiecznym ostrzem zwanym piórem i wykonana z równie doskonałej stali co japońska - zwanej damasceńską . Sprawdzała się w boju, czy to konno, czy piechotą i dawała takie możliwości wywijania nią, że nie zachowały się praktycznie żadne reguły fechtunku tą bronią!

    27 września minęła rocznica bitwy pod Kircholmem. Przemilczana totalnie. Tak jak ta pod Kłuszynem i dwie pod Chocimiem. Wszystkie one miały miejsce w XVII wieku i są złośliwie nienagłaśniane. Właściwie olewane przez media i szkoły. A to były największe osiągnięcia w historii wojen w ogóle! Nasze, polskie, niepowtarzalne! Ale nie - z takich dużych bitew każdy zna na pamięć Grunwald (skąd inąd też mocna rozpierducha). Wiedeń - bo międzynarodowa to była wyprawa. Cała reszta nie istnieje w mediach. XVII wiek kojarzy się tylko z pańszczyzną - bo tak utrwalono to ludkom w PeeReLu.

      A wtedy byliśmy AUTENTYCZNYM imperium!

 

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Kiedy prawo jest prawem?

niedziela, 29 września 2013 10:10

    Jak się spytać ludzi, czy należy przestrzegać prawa, większość odpowie, że oczywiście tak! Co poniektórzy (ci starsi sztywniacy zazwyczaj) zacytują słynną rzymską sentencję, stojącą u podwalin naszej cywilizacji: "Dura lex, sed lex" , czyli "Twarde prawo, ale prawo".

    No ale co wtedy, gdy prawo staje się absurdalne, niezrozumiałe, wieloznaczne, opresyjne i stojące w sprzeczności z interesem większości obywateli?

    Wtedy oczywiście kodexem prawnym można sobie podetrzeć tyłek!

    Taka sytuacja jest teraz. Takie jest nasze prawo podporządkowane chorym przepisom UE i grupom z układu zamkniętego. Bezwzględne są opresyjne służby pilnujące tego "prawa". Co i rusz słychać o jakimś nieszczęśniku wkręconym w jego tryby i nie mogącym się z nich wykręcić, gdy tymczasem znajomi i krewni królika robią co chcą, śmiejąc się nam w twarze.

    Żołnierz może odmówić wykonania rozkazu w dwóch wypadkach, z zachowaniem pełni honoru, czystego sumienia i godności: gdy ma mordować i gdy misja jest ewidentnie samobójcza.

    My, prości i zwykli obywatele możemy olać prawo, gdy to służy tylko do tego, by nas dręczyć i wykończyć! Chodzi tu zwłaszcza o prawo gospodarcze krępujące rozwój polskiej krainy.

    Bo jest kolosalna różnica między prawem twardym, a bezsensownym. 

    Trzeba tylko zmienić sposób myślenia i przestać żyć udając, że jest normalnie - bo nie jest. Trzeba powstać z kolan i porozganiać te wszystkie pasożyty spod znaku urzędów państwowych, służące swym panom spod znaku szemranej polityki, szemranych mediów i szemranego biznesu.

     Bo będzie tylko gorzej!


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Rozkopana konina

piątek, 27 września 2013 10:50

   Zauważyłem, że cechą dość powszechną w tym narodzie jest agresja słowna, zwiększająca się wraz z zanikającą kulturą (co oczywiste), zbliżaniem się do społecznego dna i zwiększającą się głupotą takiego agresora (co się razem łączy dość ściśle). 

    Jestem dość spokojny, ciężko mnie wyprowadzić z równowagi, ale ludzie gorsi ode mnie pod każdym względem, wykrzykujący swoje "racje" i niedopuszczający nikogo do rzeczowej dyskusji, jednak delikatnie denerwują moją skromna osobę! Na nieszczęście takich jak ja, to jeszcze dość powszechna cecha tego niedobitego narodu.

    No ale przykład idzie z góry: we wszelkich, publicznych dyskusjach medialnych chamstwo to norma, a wyrażenie "Ja panu nie przerywałem!" występuje pod wszelkimi możliwymi postaciami, byleby przeciwnik buraka nie doszedł do głosu i nie zburzył kruchej i niestabilnej konstrukcji myślowej krzyczącego. No bo co innego ma taki burak w zamian? Gdy mu się obali te parę wprasowanych w skromną pamięć operacyjną formułek, to zostanie z niczym!

    Więc będzie taki prymityw kopał jak koń do końca, gryzł i szarpał, byleby obronić nędzę, którą nosi w głowie. Bo innej nie ma.

    Bić takich nie ma co - bo się tylko bardziej rozkręcą. Najprościej by było olać i nie słuchać, tyle że niestety są tacy głośni rozprzestrzeniając te swoje "mądrości", że prędzej czy później wpadną ci w drogę.

    I zagłuszą...


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Z kolei w kolei nie po kolei...

środa, 25 września 2013 20:45

    Czasem poruszam się koleją. Najczęstszym celem jest niedalekie Trójmiasto. Pomijam kwestie normalnego opóźnienia właściwie każdego pociągu (w takiej na ten przykład Japonii, roczne opóźnienia wszystkich pociągów, to circa 15 minut...ŁĄCZNIE!!!). Tutaj zapowiedzi w megafonach zwyczajowo zaczynają się od słów: "Planowany przyjazd..." ; a kończą się na: "...za opóźnienie przepraszamy". Gdy podróżny polski słyszy, że pociąg jest tam gdzie ma być, o tej porze co trzeba, to zaczyna się obawiać o swoje zdrowie psychiczne.

    Więc dzisiaj, wracając z miasta Gdyni, spotkaliśmy jakiegoś niedobitego (i kompletnie niereformowalnego - przy okazji bezzębnego), starego pacana w uniformie kolejarskim - zwanego dalej konduktorem, który po dość (na szczęście dla nas!) krótkiej dyskusji stwierdził, że totalnemu upadkowi polskich kolei jest winien rząd (nie wiem jaki, ale rząd). On nie odpowiada za nic, winne są zawsze spółki inne (on był oczywiście w tej niewinnej), wszystko działa, a w domyśle stwierdziłem, że te pociągi to najlepiej jakby jeździły bez pasażerów, bo nikt wtedy by nie marudził, a UE i rząd nasz wyrozumiały i tak do tego rozdrobnionego molocha dopłaci (corocznie miliardy owych PeeLeNów i jurosów).

    To, że nie istnieje coś takiego jak kolej (zwane dawniej PKP) było dla niego tak oczywiste, jak kompletna ignorancja swoich klientów - zwanych dalej pasażerami. On był od czegoś tam, skądś tam, ale nie indentyfikował się z koleją jako całością (pociągi, szyny, trakcja, perony i inne duperele z tej branży). Napomknął coś o mijankach, ruchu prawostronnym, co mnie poważnie zastanowiło, czy czegoś im nie wstrzykują na początek zmiany?

     Po drodze (30 kilometrów) minęliśmy dwa nikomu niepotrzebne wiadukty prowadzące z pola w pole (koszt przynajmniej z parę milionów PLN), jechaliśmy po szynach, które zapadły się po remoncie o 10 cm i nie będą w stanie przyjąć, kupionego za parę miliardów kolejnych PLN pierdolino. 

   Odnoszę wrażenie, że przynajmniej 1/3 kolejarskiej braci ma podkłady kolejowe przysypane żwirem - zamiast mózgu. Podobnie jak ów koleś.

    Starzy kolejarze nie przewracają się w grobach - oni tam wirują, że się trakcja zrywa, szyny pękają i podkłady się łamią!  

     

 

    PS         Żeby było weselej, dziś przywieziono do zwiedzania w Gdańsku owe cudne pierdolino (samo ruszy po naszych torach, dopiero najwcześniej za rok!!!), a drugi moloch na krawędzi upadku, czyli PLL LOT stwierdził, że w reklamowanych do bólu - jak owe pierdolino, ale też znanych jako największy bubel dreamlinerach, nie zainstalowano podstawowej części: filtru paliwa! 

   Niewydolne, nieprywatne firmiska, reklamują szmelc i fantazję...

   A ciemny lud to kupuje!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Osły i konie

wtorek, 24 września 2013 21:24

     Przeciętny Amerykanin do 50 roku życia zmienia pracę 11 razy. To jest norma ogólna (wręcz tradycyjna) dla zachodnich, rozwiniętych, bogatych krajów. I to nawet niezależna od obecnego (sztucznie wykreowanego) kryzysu. U nas zmienianie pracy, średnio co 3 lata, jest uznawane wciąż za bumelanctwo i nieodpowiedzialność!

     U nas pragnienie pracy po 8 godzin dziennie, za godziwe pieniądze, z wolnymi weekendami, jest wciąż uznawane za nieróbstwo, lenistwo i niedojrzałość! 

     A o to ongiś walczyła ta słynna Solidarność pod wodzą TW Bolka!

     I co z tego zostało?

    Jedna wielka sraczka - nie można tego nazwać nawet gównem... Polak w wieku produkcyjnym, jeśli nie siedzi za granicą, to zaiwania na dwa etaty, lub w jednej robocie po 25 godzin na dobę (bo wcześniej wstaje o godzinę). Co znacząco odbija się na zdrowiu, życiu rodzinnym i społecznym.

    W ilości czasu spędzanego w pracy, jesteśmy w ścisłej, światowej czołówce. W efektywności - gdzieś na końcu: co ma związek z automatyzacją i organizacją produkcji - o czym (nie tylko ja) już przynajmniej raz wspominałem. O pensjach wspominał nie będę...

     Problemem wynikającym z takiego stanu rzeczy jest odczłowieczenie owego stada, tych jeszcze uczciwie coś robiących ludków. To przypomina coraz bardziej obozy koncentracyjne - ze związaną z tym przybytkiem funkcją kapo (czyli kierownictwo średniego szczebla, bezlitośnie wykorzystujące pogardzaną przez się załogę) i  łagry z  charakterystyczną dla nich diedowszczyzną , czyli bandą agresywnych, tępych i lizusowatych pacanów, używających sobie na swoich mądrzejszych i spokojniejszych współpracownikach. Takie dość powszechne postępowanie czyni z reszty masy jeszcze pracujących, zwyczajne stado bezpłciowych, wystraszonych mułów roboczych.

     W takich warunkach nie ma szans na cień normalności, a przyszłością jest tylko bycie parobkiem ludów bogatych i cywilizowanych.

     Tu nikt nie szanuje pracy: albo się zatyra, albo zaliże dupsko tym z góry piramidki, albo przebumeluje na boku.

      Co prostą drogą prowadzi do katastrofy i uczyni z tej krainy pustynię cywilizacyjną.


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Perły przed wieprze

poniedziałek, 23 września 2013 0:23

    Jakiś czas temu, nasze nieocenione media zakomunikowały o kolesiu exmitowanym z domu (wraz z rodziną), który przy pomocy kosy i siekiery próbował go odbić.

    Normalny, ludzki, desperacki odruch.

    Drugiego wywieziono w las i zaciachano tasakiem (obcięli mu międzyinnymi pół dłoni), tylko za to, że upomniał się o zaległą pensję (1000 złotych). Cudem przeżył. Ironią losu jest to, że pracował na czarno, remontując PUBLICZNE przedszkole (w stolycy żeby było weselej). Oczywiście potraktowano to jako kolejną, medialną ciekawostkę i szybko o niej zapomniano.

     A problem dotyczy większości zdolnych do pracy rodaków.

     Wspomnę tu tedy o swoim byłym kierowniku, postury słusznej jak beczka smalcu, zarośniętym szczeciną jak dzik wyścigowy i wrednym jak pomieszanie owego wieprza z psem podwórkowym.

      Wparował ów do firmy (wielgaśnej, notowanej na giełdzie i niepolskiej oczywiście) znienacka, po półrocznej nieobecności kogokolwiek z kierownictwa i od razu wziął się za zwalnianie. Tradycyjnie poszedłem na pierwszy ogień, za cokolwiek (powód zawsze się znajdzie - jak mawiał Stalin). Za mną poszła na dniach reszta (męskiej azaliż) załogi. Cwaniak ustawił wszystko pod siebie - poszła nawet na bruk zastępcza kierowniczka firmy - skądinąd porządna panna, zaangażowana w działanie tejże filii, ale cóż - teraz ludzie nie są w cenie...

      Co on teraz tam kombinuje - nie mój cyrk i nie moje małpy! A czemu to tak olewam? Otóż nie dałem mu w ryj, nie kłóciłem się - to nie w moim stylu. Ale gwarantuje wam, że moje imię ów tępy chuj (że zacytuję klasykę), będzie wymawiał nawet na łożu śmierci. W szczegóły techniczne nie będę wnikał - kwestia penitencjarna ;) Co se pobrykałem, to moje.

      Co mnie jednak najbardziej wkurwiło, że chama sobie nie darowałem, to jego tłumaczenie:  "Ja mam rodzinę i muszę na nią zarabiać - dlatego wylatujesz".

    Przez takich CHAMÓW nie mam rodziny i to samo przerabiane jest jak Polska długa i szeroka.

    Wystarczy trochę mamony, trochę spinki i człowiek zamienia się w chuja (radykalnie tłustego w moim przypadku).

     Smutne, ale prawdziwe...


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Elegałcja Frałcja

niedziela, 22 września 2013 12:24

    Najlepiej to widoczne jest na polskich weselach, które tradycyjnie trwają dwa dni, a zakończenie zabawy pierwszego dnia, przed świtem, jest uważane za klęskę. Temat był opisywany wielokrotnie, a nawet przedstawiony w filmie o nazwie "Wesele". Przewałkowano kwestię wielokrotnie i dogłębnie, ale dorzucę swoje 3 grosze do tej kupki.

     Wygląda to zazwyczaj identycznie: czereda różnych ludzi, w różnym wieku i statusie społecznym (na ogół nie za wysokim), odpierdziela się aligancko, co już samo w sobie jest śmieszne. Najbardziej mnie rozwalają te dzierlatki, tworzące przedpołudniami, w skupieniu i podnieceniu, na swych głowach wymyślne, trwałe fryzury. Ogólnie to właśnie one najbardziej przeżywają te zabawy, licząc na maximum tańca, którego sukces liczą otarciami, odrapaniami i odciskami  (+ oczywiście hektolitry potu, oblewającego ich skądinąd ładne ciała). Chłopcy wprasowują się w źle dopasowane garniaki, licząc jedynie na alkohol i owe laski ocierające się o nich (czasem z dogłębnym wsadem). 

     Są też starcy z PeeReLu zamieniający na tą chwilę codzienny dres, gumofilce i barchany, na badziewne garnitury i obszerne suknie w kwiatki (powszechna otyłość bab po 50ce).

      I się bawią!

      Z początku nieśmiało, dostojnie, by dobrze po północy zmienić się w opite, przepocone, rozchełstane zombie - czyli powrót do stanu naturalnego.

      Nie to, żebym nie lubił zabawy. Wręcz przeciwnie! Te polskie megawesela wyróżniają się na tle świata, co mnie bardzo cieszy. Jestem nawet zdolny wytrzymać badziewną muzę graną w ich trakcie (choć zdarzają się wyjątki!). Lubię oryginalność - nawet tą pokręconą.

     Nie lubię tylko pozerstwa i badziewia opakowanego w elegancję. To mnie najbardziej razi!

     Dlatego mam dość ambiwalentny stosunek do tych imprez, ale też do polskiej klasy politycznej, biznesowej, medialnej i kulturalnej. Bo to takie same wieśniarstwo, nieposiadające eleganckich korzeni, z którego chamstwo z czasem i tak musi wyjść. 

     Tyle że jest to bardziej rozciągnięty w czasie i na swój sposób wyrafinowany proces.

     Elegancja to nie ubrania z salonów wyglądające jak na manekinie, a noszenie chociażby samych, dziurawych gaci tak, by to robiło wrażenie! 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Łączenie przez dzielenie

sobota, 21 września 2013 0:00

     Czy lepiej żyć z sąsiadem w jednym pomieszczeniu (kołchozie na przykład, lub blokowisku), udając że jest się rodziną, czy lepiej trzymać się sąsiedzko w swojskiej kupie, znając swoją indywidualną wartość, tożsamość i nie wchodząc innym (z wzajemnością) w drogę?

     W RP I to się doskonale sprawdzało. Każda nacja, religia, stan (a było ich wiele!), miał swój kąt, którego się trzymał i o który dbał. Te klocki wspaniale się dopasowywały i tworzyły AUTENTYCZNE imperium (XVI, XVII wiek).

    Była ograniczona, acz uczciwa możliwość zmiany swojego statusu i wszystkim to odpowiadało...

     ...dopóki nie przyszedł XIX wiek ze swoim nacjonalizmem, demokrakcją i innymi fantazjami zrównywującymi różnych ludzi...

     ...co ostatecznie doprowadziło do największej tragedii w dziejach ludzkości!

    Która trwa do dziś, tylko pod zmienioną postacią.

    No ale, żeby było sprawiedliwie, potrzebna jest uczciwość - której dziś w naszej krainie nie uświadczysz.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Czy rock&roll się już skończył?

wtorek, 17 września 2013 13:14

    Zacznę może od tego, że w sobotni wieczór zaplątałem się na otwarcie nowego baru, połączone z koncertem zaprzyjaźnionego zespołu (i bro w promocyjnej cenie 4 PLN!). Jako że czasy kryzysowe, więc wziąłem ze sobą tylko 30 PLN. Z wyżej wymienioną sumą i tak nie miałem teoretycznie szans na jakąś bardziej zorganizowaną i dłuższą zabawę, ale zmieściłem się w budżecie i nad wyraz obficie rozciągnąłem czasoprzestrzeń.

    I w ten sposób wróciłem jak zwykle w środku nocy, uwalony jak messerschmitt i mokry od dansów!  

    Mimo że jesień już pizga tradycyjną deprechą, ludzi było multum, a jako miejsce zebrań wybrali plac przed lokalem. Naprawdę poczułem się jak członek grupy latynosów zesłanych na Syberię!                

    Co utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy to wesoły, zabawowy ludek, zrypany tylko przez historię, politykę, ekonomię i pogodę.               

    Kapela też całkiem fajnie przyłoiła, więc widzę przed nią jakąś przyszłość. Trochę mnie połamała młoda koleżanka, która jako następna z dziesiątek tysięcy jej podobnych mieszkanek Polski, zabrała się za jęczenie mdłych przyśpiewek w języku anglosaskim (z myślą oczywiście o karierze zagranicznej!). Wytłumaczyłem jej (mam taką głęboką nadzieję!), że to droga donikąd.

    Bo też droga rocka zdecydowanie dobiega końca. Skończyły się czasy buntów i rewolucji młodzieżowych, okraszonych muzyką szarpaną. Ostatnim zrywem buntowniczym roc&rolla była explozja radykalnego metalu w latach 90. Tu polecam wybitną xiążkę pt. "Władcy chaosu" opisującą szczegóły tej masakry. 

    Teraz się tylko gra. Czasem nawet ciekawie i oryginalnie, ale na ogół niezbyt odkrywczo - bo już właściwie na tym poletku nie ma zbyt wiele do odkrycia. Bunt się wypalił, buntownicy spokornieli, nikomu się nie chce nawet krzyczeć na system, który nas upadla.

     Co nie znaczy, że nie można dobrze przyłoić z bluesowym zacięciem, jak owe Psy Pustyni . Nazwa skądinąd dziwna w naszej leśno/jeziorno/polnej krainie, ale lider wytłumaczył, że to pomysł z jakiegoś filmu. Szczegółów, wybaczcie, nie ogarniałem już natenczas.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dziś o kobietach

sobota, 14 września 2013 14:04

     Tragedią narodową jest niż demograficzny, ale gdzie ostatnio nie spojrzę - widzę kobiety w ciąży! To nie jest raczej jakaś moja, subiektywna zmiana spojrzenia, ale regularny wysyp zapylonych panienek, matek, żon i kochanek. Żeby daleko nie szukać potwierdzenia tej obserwacji: w moim najbliższym, osobistym otoczeniu, są dwie doświadczone matki, które zaszły mniej więcej w tym samym czasie i też już widać po nich owo szczególne napęcznienie okołopępkowe (ja tam paluchów i niczego innego nie maczałem - żeby nie było!). Obydwie dobrze po trzydziestce (czyli moje rówieśnice), jedna z trzylatkiem, a druga z odchowanymi sześciolatkami.

      I nie są wyjątkiem!

      Nie przypominam sobie zimowych przerw w dostawach prądu (jak w wysypie niemowlaków z lat osiemdziesiątych), zima też nie była męcząca, więc nie wiem co to za trend?

      Ale dobrze - będzie miał kto po nas zamiatać ten burdel czasów przełomu.

      Druga sprawa, to te nasze piękne skąd inąd panny polskie. Żeby docenić powszechną na naszych ulicach urodę płci pięknej, wystarczy trochę się ruszyć i poobserwować kobiety z innych krajów. Różnica jest w odwróconej proporcji: tam jest tyle pasztetów, co u nas ładnych - i odwrotnie. 

      Innym problemem jest powszechny u pań polskich debilizm, wyrachowanie, wredność, obłuda i wielka niczym drapacze chmur postawa roszczeniowa - co mnie skutecznie wyleczyło z wchodzenia w stały związek.

      No ale coś za coś!

      Jest jeszcze jedna obserwacja, która mnie nieco zadziwia: poobserwujcie stare zdjęcia, filmy i obrazy (najlepiej to widać na słynnych fotografiach ślubnych, pooprawianych w ramki i wieszanych nad łożami małżeńskimi).

     Można odnieść wrażenie, jakby ładne kobiety zaczynały się dopiero od lat siedemdziesiątych! To co było wcześniej, to większa lub mniejsza masakra estetyczna! I tu nie chodzi tylko o durne fryzury z lat dawnych. Te ryje takie jakby spotworniałe. Nawet moje rówieśniczki z podstawówki (a to były lata osiemdziesiąte), w porównaniu z dzisiejszymi nastolatkami wydają się tak paskudne, jak kobiecy jest nasz słynny trans z sejmu, o imieniu Anna (Gie... żeby nie było).

    

    

    

  


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zasadniczo o zasadach...

czwartek, 12 września 2013 21:19

    Ciągle natykam się na uwarunkowanych osobników (zazwyczaj płci męskiej) żyjących według z góry ustalonych zasad. Te z góry uwarunkowania, to po rodzicach ichnich, zazwyczaj pochodzących z mojego ulubionego, powojennego (zjebanego na maxa!) pokolenia. No, są jeszcze plastikowe, dyskotekowe lampucery i ich dresiarscy fagasi, też ograniczeni jakimiś wydumanymi kwestiami (na ogół mega ich ośmieszającymi) . 

     Czyli o kant dupy rozbić te poglądy, ale po poprzednim wpisie o zasadach, nie za bardzo dotarło, co miałem na myśli, więc muszę wywałkować.

    No więc, na początek, jak mawiał Groucho Marx: "Takie mam zasady. Jeśli ci się nie podobają, mam też inne." .  

    Swoją drogą, ten bezbłędny kolo już pół wieku temu skomentował dzisiejszą politykę celnie, jak rakieta balistyczna: "Polityka to sztuka, która polega na tym, żeby szukać problemów, znajdować je, źle je rozpoznawać i niewłaściwie stosować nieodpowiednie środki zaradcze.".

    Prawda że genialne i prawdziwe?

    Ale to tak ad hoc. Więc wracając do zasadniczych ludzi: czasy zapierdalają z szybkością torpedy, od z góra 100 lat każde pokolenie żyje zasadniczo w innych realiach, więc trzeba się dostosowywać, bo się po prostu staje człowiek taki zasadniczy sztywnym, śmiesznym i kłopotliwym.

    Więc trzeba być elastycznym. Oczywiście bez przesady! Jakieś podstawowe zasady obowiązują niezależnie od czasów. Tu trzymam się nauki Schopenhauera i uważam, że zamiast staroświeckiego: "Bóg, Honor, Ojczyzna" ; powinno obowiązywać: "Bóg, Godność, Wolność". Zresztą jedno nie wyklucza drugiego, ale to drugie jest na maxa uniwersalne. Kto chce szczegółów, niech przeczyta dzieła owego gdańskiego filozofa, bo nie chce mi się tłumaczyć bezsensu idei honoru i nadidei godności. 

    A zasady w naszej republice kartoflanej, zwanej Bolanda? Muszą być niesamowicie elastyczne! Tu mając staroświeckie zasady i trzymając się ich bezmyślnie, łatwo zostaniesz frajerem, zasilającym dobrze ustawione mendy. Tu będąc pracowitym, dorobisz się tylko garba - ku uciesze twojego właściciela. Tu, będąc uczciwym - rozśmieszysz tylko strażników tego zboczonego, różowego (dla odmiany) systemu. Tu, będąc dżentelmenem, stracisz zdrowie i życie, ratując zawoalowane kurwy.

    Tu musisz być czujny, jak ścigany przez nagonkę wilk.

    A mając durne zasady, pierdolniesz wcześniej, czy później w jakiś pieniek.

    Więc trzymajcie się prostej, myślcie, czujcie i mnie nie wkurwiajcie swymi  nieżyciowymi poglądami!

    Bo powtórzę to po raz kolejny: ja mam rację i nie ma dyskusji!

    W życiu jestem cichy - bo nie mam radości z kopania się z końmi. W pisaniu przyjmuję tylko konstruktywną krytykę. 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

W(T)C a sprawa polska...

środa, 11 września 2013 17:03

    Pamiętam ten dzień dokładnie - szykowałem się akurat do jedynej w swym dotychczasowym życiu wycieczki autokarowej z biura podróży. Uznałbym to za pomyłkę i wczesną starość, gdyby nie to, że w rzeczywistości to był właściwie transport do Pragi i z powrotem (po paru dniach pobytu). Owego więc dnia (ostatniego przed urlopem), po powrocie z pracy, ujrzałem w televizorniach wszelkiej maści, dwa płonące budynki.

    Nawet ciekawy widok.

    Potem owe budynki się zawaliły. Zginęło niecałe 3 tysiące luda. Ot większa i bardziej malownicza katastrofa, która gdyby zdarzyła się poza USA, to wkrótce by o niej zapomniano! Wszystko złe, co się wydarzy w hameryce, jest od razu odpowiednio udramatyzowane, podkoloryzowane i staje się powodem do wojny, lub co najmniej do ograniczenia swobód obywatelskich u nich i na świecie. Bez względu na koszty, ofiary i tragizm krajów podbijanych i przeobrażanych na siłę w demokratyczne państwa (które wcale nie muszą mieć nic wspólnego z robieniem amerykanom krzywdy!).

    Amerykanie to pyszałkowate bufony, przeświadczone o swojej całkowitej wyższości nad resztą świata...

   ...co jest całkowitym przeciwieństwem zakompleksionych Polaków! 

   Polski komplex niższości, a właściwie syndrom wyzwolonego parobka, zaczyna się już w firmach, gdzie powszechnym jest strach przed szefami, kierownikami i właścicielami tychże. Naprawdę widziałem w życiu tylu posranych (całkowicie bezzasadnie!) ze strachu pracowników, że już nie zbiera mi się nawet na wymioty widząc następnego takiego pachołka!

   Do niedawna, zwłaszcza pokolenie wczesnego PeeReLu, czapkowało przed każdym zagranicznym debilem, traktując wszystkich obcokrajowców niczym kosmitów (syndrom komunistycznej izolacji). Na szczęście miliony emigrantów zarobkowych, te obrzydliwe przyzwyczajenie właściwie zlikwidowało (co jest jedynym plusem tej emigracji).

   Są też uzależnione od prymitywnych, chamowatych polityków media, gotowe przepraszać UE, USA, Rosję i Izrael za wszystkie niepopełnione, a wydumane grzechy. Płaszczenie się polityków i dziennikarzy, przypinanie polakom różnych łatek, plucie na swój kraj i naród, oraz włażenie w dupę wszystkim innym państwom i ludom, jest stałą i nie opadającą cechą polskiej kasty rządzącej i podającej ludowi wiadomości.

   Kasty chamskiej i buraczanej w swych korzeniach i mentalności.

   Kasty posiadającej w swoich drogich lakierkach taką ilość słomy, że można by ukręcić z niej całe stado chochołów!

    A dlaczego wspomniałem o owym 11 września - czyli o trochę większej katastrofie budowlanej?

    Ano, bo od tej daty w przyszłości będzie się liczyć nową epokę - zwaną chwilowo Nowym Średniowieczem.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Inwazja narzekaczy

wtorek, 10 września 2013 18:19

    Zasada jest jedna w naszej republice kartoflanej zwanej Bolanda: najbardziej narzekają na swój "nędzny" los ci, którym się najlepiej powodzi, albo powodzi im się w miarę dobrze. Ongiś byłem magazynierem w dużej hurtowni spożywczej i 99% klientów owego przybytku (sklepikarze) nie ustawało w narzekaniach, jak to im źle! Owszem, czasem któryś zwijał interes, ale żadnemu bieda w dupsko nie zajrzała. 

     Policja "zarabia źle", chce mieć niesamowite przywileje (między innymi wcześniejsze emerytury) i chorować na potęgę (co cały czas czyni), ale czy ktoś widział biednego policjanta? Skąd mają te nowe domy? Skąd samochody? Mój otyły jak amerykański mundurowiec kuzyn, w normalnych warunkach nie przeszedłby testów sprawnościowych, psychologicznych i jakichkolwiek innych. W normalnym życiu padłby natychmiast na ryj, porażony swoją nieudolnością, ale został bezczelnie wepchnięty (za łapówki i znajomości) w jedną z wiejskich komend i tam oczekuje na coraz bliższą emeryturę. Na którą oczywiście nie zasługuje, bo taki z niego policmajster, jak z koziej dupy trąbka! Oczywiście w samoocenie i krytykanctwie innych jest supermistrzem.

     Nauczycielstwo płacze nad swym "żałosnym" losem. A może płakać na potęgę, bo pracuje bardzo minimalnie (mniej niż 40 godzin w tygodniu): z przerwami na weekendy, ferie i wakacje (na które jeździ na ogół za fri - ze swoimi uczniami). Nawet moi byli sąsiedzi - wuefiści, rozbijali się całkiem fajną bryką, szybko zmienili mieszkanie na lepsze i bez problemu wyedukowali i ustawili swoje dzieci, mimo że on był matołem, a ona alkoholiczką. Całe nowe osiedle, zwane dla ironii Bajkowym, jest pełne kawalerek wypełnionych starymi pannami - nauczycielkami, płaczącymi nad swym "smutnym" losem...

    Rolnicy? Ci to dopiero cierpią! Można odnieść wrażenie, że z głodu wpierdzielają dyszle od swych wozów! Tyle tylko, że mają swój KRUS, dopłaty z UE (mimo że najbardziej przeciw niej protestowali!!!), paliwo za pół ceny i nieograniczony dostęp do saletry, którą mogą rozpierdzielić pół kraju... ...ale tu chyba zboczyłem z tematu? Inny z moich kuzynów żyje jak panisko z parudziesięciu hektarów i sfinansowanego z UE minimotelu (do ciągnika i jeszcze kopy innych rzeczy też się bruxelczycy dołożyli).

    Narzekają nawet urzędasy!!! Nie oficjalnie oczywiście, ale osobiście to nigdy im za dobrze... ...mimo że jest ich już prawie milion! I to oni głównie ściągają na dno ten kraj, wykańczając zdolnych i pracowitych ludzi przy pomocy durnych przepisów...

   ...w tym momencie znowu mnie szlag trafił, więc nie rozpiszę się już o górnikach z superodprawami, kolejarzach od parodii kolei, mafii biznesowo/polityczno/medialnej, wysysającej resztkę soków z tego biednego narodu i kraju, oraz całej reszcie pasożytów obżerających te państwo.

    Polska to padlina zżerana przez muchy.


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Soccer polski (bo futbol tu się skończył już w 1986 roku!)

sobota, 07 września 2013 10:19

      Żaden polski zespół nie zaszedł dalej w Lidze Mistrzów, niż poza fazę grupową i kwalifikacyjną już od prawie 20 lat - co jest ewenementem na tym kontynencie! W Mistrzostwach Europy wystąpiliśmy dopiero wtedy, gdy sami je zorganizowaliśmy, a i tak to jedyny przypadek w świecie, gdzie gospodarz tak wielkiej imprezy nawet nie wyszedł z grupy! W Mistrzostwach Świata nie liczymy się od 1986 roku - od wyjścia z grupy w Mexyku. Wczoraj nasz żałosny tim narodowy, na równie żałosnym stadionie, zrezygnował z ponownego odwiedzenia Ameryki Łacińskiej - tym razem w szalonym Rio.

    Co nie zmienia faktu, że piłka nożna jest sportem dominującym na świecie i jakby się nasi zdegustowani (całkiem słusznie) kibice nie burzyli, to żadna piłka ręczna, siatkówka, czy skoki narciarskie nawet się nie zbliżą do pozycji zajmowanej przez ten megasport! Pod względem liczby kibiców (i ich oddania zespołowi), krajów w których się w nią gra, pieniędzy i megaemocji które wywołuje.

    W tym momencie zawsze zastanawia mnie postawa Chińczyków, którzy ten sport kompletnie sobie darowali na rzecz dyscyplin olimpijskich! Szczerze mówiąc nie kojarzę żadnego zawodnika chińskiego, zespołu, czy nawet jakiegokolwiek występu drużyny  narodowej! Ten superambitny i superliczny ludek darował sobie najważniejszy sport świata ot tak!

    Ale to szczegół. Bardziej wkurzający są amerykanie ze stanów złajdaczonych, którzy futbolem nazywają jakieś przetworzone rugby, z gejami w trykotach, ganiającymi się po porysowanym niemiłosiernie boisku. O co chodzi w tej szopce? Tego chyba nie wie nikt!

     Paradoxalnie - USA ma całkiem dobrą drużynę narodową w prawdziwym futbolu, uczestniczy w mistrzostwach od samego początku (w pierwszych nawet zajęła trzecie miejsce!), a rozgrywki ligowe też są w miarę dobrze rozwinięte.

     Tyle że piłkę kopaną stopami, nazywają cały czas soccerem i do niedawna uważali ją za sport co najwyżej dla kobiet!

     Chamy jedne i buraki otłuszczone!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Jedni mówią, że to nowy, "lepszy" świat, inni - że to nowe średniowiecze, ja na to wszystko patrzę i na przemian śmieję się i zastygam w przerażeniu...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 29598

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Sport